niedziela, 30 września 2012

35. Pippin: Anal Cunt, Like It When You Die


Ocena: *

Z wielu, mniej lub bardziej oficjalnych, źródeł słyszeliśmy, że są granice, których przekraczać nie wolno. Teraz myślicie – aha, koleś napisze, że Anal Cunt przekroczyli wszelkie granice. Cóż, wszelkie może nie, ale granice mojej wytrzymałości na pewno.
Pięćdziesiąt utworów w trzydzieści kilka minut? Pewnie znajdą się lepsi ekstremiści, ale nie da się ukryć, że poprzeczkę zawiesili panowie muzycy bardzo wysoko. Problem w tym, że utwory owe są bliźniaczo takie same. Ciężko wyhaczyć, czy kawałek się skończył, czy tylko miał dwie sekundy pauzy, bo dalej leci z grubsza to samo. A utwory owe nie są nijakie, o nie. Chore, szalone, ziejące brzydotą, złem i nienawiścią. Ekstremalne tempa, szaleńcze rytmy i potępieńcze jęki i ryki – to dość trafna charakterystyka. Jeden, dwa takie utwory byłyby niezłym żartem na innej płycie, takie jednak nagromadzenie rodzi niegłupie pytanie o cel i inspirację twórców materiału. Cóż – ja jestem przekonany, że Anal Cunt zieje głęboką nienawiścią do rasy ludzkiej, od dzieciństwa byli potwornie krzywdzeni na wszystkich frontach i nienawiść ową do homo sapiens i świata całego musieli z siebie wyrzucić. Albo wyrzygać.
Pisząc powyższe, obawiałem się trochę, czy analiza tekstów tych... no... piosenek nie zada kłamu moim tezom. Bo kto do cholery ze słuchu rozkmini, o czym chłopaki wyją? A nuż przekornie o kwiatkach i chmurkach? Ale nie, zbadałem temat, z lekkim zaskoczeniem odkryłem, że trochę treści jednak tam jest (panowie na ten przykład dość ostentacyjnie nie przepadają za gejami), ale co do ciężaru emocjonalnego to się nie pomyliłem. Ciekawostką jest, że dobrze ponad połowa kawałków nosi tytuł zaczynający się od „You”. Concept album jaki?

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Kilka całkiem sensownych riffów, na przykład ten w „You’re a Cop”. I generalnie kilka... intrów? Intr? Wstępów znaczy.
2. Najgorszy moment: Rozwijanie wstępów owych.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Kill’ em all.
4. Skojarzenia muzyczne: Zupełnie znienacka atakuje nas utwór numer 19 – „Just the two of us”, zwariowana przeróbka przeboju Billa Withersa.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Nienawidzę świata, ale mam czołg. Albo bombę atomową.
6. Ciekawostka: Lider zespołu zszedł na atak serca. Jak myślicie – po tamtej stronie lepiej mu?
7. Na dokładkę okładka: Zapowiada raczej jakieś zabawy typu Infectious Grooves.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza