sobota, 21 grudnia 2013

68. pilot kameleon: Widziałem cię z innym chłopcem

Skok w bok dobra rzecz. Zwłaszcza w muzyce. Niesie on co prawda ze sobą sporo niebezpieczeństw, ale jeśli uda się je pokonać, mogą powstać rzeczy wielkie, albo po prostu urocze. I na takich historiach się tutaj skupiam. Dodatkowo wskazuję zagadnienia raczej nie z pierwszej linii popularności. Poniżej subiektywna dycha projektów mniej znanych, w których maczali palce bardzo znani muzycy. Tekst został uzbrojony w linki odsyłające do materiałów prezentacyjnych. Kto ciekawy, niech zerka.

- Morawski Waglewski Nowicki Hołdys - Świnie (1985)
Były kiedyś takie czasy, że nazwisko Hołdysa nie kojarzyło się z bucowaniem. Były kiedyś czasy, kiedy Waglewski po prostu grał, a nie był wyznacznikiem dobrego smaku. To było bardzo dawno temu, ale jednak było. Świnie.

- Pailhead - Trait  (1988)
Fugazi spotyka się z Ministry. Z dzisiejszej perspektywy raczej akcja nie do pomyślenia. Nagrywają świetnego singla oraz doskonałą epkę i znikają. Tak jak wiele projektów Jourgensena z tamtych czasów. Efemeryczność wychodzi czasem na zdrowie.

- Hissanol - 4th and Back (1995)
Andy Kerr, mistrz wiosłowy z Nomeansno nagrywa album korespondencyjny ze Scottem Hendersonem. Jeden z najbardziej paranoicznych materiałów jakie dane mi było słyszeć. Trzy lata później nagrywają drugą płytę. Później Kerr niestety właściwie milknie... Szkoda.

- The Users - Nie idź do pracy (1999)
Brylewski, Świetlicki, Kurtis, Trzaska, Tymański, Olter. Total. To nie powinno działać, a jednak udało się. Koncertówka "Nie idź do pracy" to efekt wspólnej pracy, wypadkowa wszystkich osobowości, a przy tym jedna z mniej znanych i niestety niedocenionych płyt. Warto by wznowić, bo płyta mi się zepsuła.

- Banyan - Anytime At All (1999)
Skromny projekt Stephena Perkinsa z Jane's Addiction miał z założenia chyba tylko lokalną siłę rażenia. Wystarczyło jednak, by popełnić intrygujący album pełen luzu, swobody i naturalności.

- Steve Roach & Jeffrey Fayman With Robert Fripp & Momodou Kah - Trance Spirits (2002)
Cios z kosmicznej otchłani połączony z chtonicznymi rytmami oraz podlany gęstymi dźwiękami soundscape. Płyta zimna, wyzuta z jakichkolwiek ciepłych emocji, skrajnie pesymistyczna i uzależniająca. Trzeba do niej wracać.

- Ataxia - Automatic Writing (2004)
Fru miał wtedy mocny lot. Mało mu było macierzystej kapeli (z perspektywy czasu widać dlaczego), więc wyładowywał się sam. Sam bądź z kuplami. Tutaj pomagał mu Joe Lally z Fugazi i Josh Klinghoffer, który wiele lat później zastąpił go w RHCP. Ataxia okazała się projektem o nieco większej żywotności i popełniła aż dwa długograje. Oba wypełnione kawałem wciągającej transowej muzyki o charakterze improwizowanym.

- KTU - 8 Armed Monkey (2005)
Kiedy King Crimson poszedł w odstawkę Trey Gunn i Pat Mastelotto pokumali się z fińskim akordeonistą Kimmo Pohjonenem i na nowo zaczęli penetrować lekko projeKctowe tereny. A że Pohjonen okazał się osobowością na miarę Frippa, powstała płyta wybitna. Jedno z najważniejszych okołokarmazynowych wydawnictw.

- The Fireman - Electric Arguments (2008)
Dziwne połączenie. Paul McCartney z The Beatles i  Youth z Killing Joke. Intymna, i pomimo wielu żywszych fragmentów bardzo stonowana płyta. Płynąca gdzieś daleko, jakby trzecim torem. Lekko melancholijna, odległa, głęboko podszyta bluesem. Jedna z ładniejszych.

- The High Confessions - Turning Lead Into Gold With the High Confessions (2010)
Steve Shelley z Sonic Youth i Chris Connely znany z wczesnego Revolting Cocks, a sporadycznie współpracujący z Ministry pokazali, jak z ołowiu zrobić złoto. Pięć trasowych, hipnotycznych kompozycji wbijających w fotel słuchacza. Wujek Al mógłby się dziś od nich uczyć...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza