piątek, 21 czerwca 2013

56. Basik: Extended Pleasures

„I like it small” wyśpiewuje Mark Arm na „Vanishing Point” Mudhoney. My również doceniamy rzeczy, które są niepozorne oraz to, że istotą jakości produkcji muzycznych nie jest ich objętość. Poniżej skondensowany zestaw tzw. EPek czy też mini-albumów wartych uwagi, okazujących się czasem najlepszą pozycją w dorobku artystów.

The Residents – (1978) Duck Stab
Nikt nie wie, kim są i co skrywają WIELKIE GAŁY umieszczone na ich szyjach (a także inne maski), choć występują na scenie od czterech dekad. Nikt nie wie też, czy tak naprawdę ISTNIEJĄ mimo, że wydali kilkadziesiąt albumów. Muzyka tego najbardziej oryginalnego zespołu w Drodze Mlecznej jest nieklasyfikowalna. Duck Stub jest perfekcyjnie odmierzoną dawką tego, co najlepsze w The Residents dla kogoś, kto chciałby spróbować, ale zastanawia się, czy ma w sobie pokłady abstrakcyjnego kumania rzeczywistości.

Glenn Branca – (1980) Lesson no.1
Jedna z najbardziej wpływowych postaci na scenę alternatywną lat 80. i 90. niebędąca przy tym muzykiem rockowym. Awangardowy kompozytor współczesnej muzyki klasycznej i papież noise rocka. To u niego terminowali chłopcy z Sonic Youth, Page Hamilton z Helmet a do silnych inspiracji przyznaje się Michael Gira. Lekcja pierwsza…

Anne Clark – (1984) Joined Up Writing
Twórczość Anne Clark skupia się przede wszystkim na słowie mówionym. Główne napięcie generują tu słowa i intonacja głosu, pełnego pasji na granicy stłumionego gniewu lub „gotyckiej” melancholii. Surowe syntezatorowe linie potrafią jednak nie raz podkreślić dramaturgię przekazu. Bardzo przyjemnie słucha się tego małymi dawkami jak na „Joined Up Writing” unikając przy tym wrażenia powtarzalności i nie zwracając na przestarzałe brzmienia syntezatorów.

Gray Matter – (1984) Take It Back

Take It Back stawia podwaliny pod scenę emo czy post-hardcore lat 90. ubiegłego wieku udowadniając, że początki tego gatunku były szlachetne na swój uroczo garażowy sposób. Mimo dywagacji historycznych, jest to zestaw piekielnie melodyjnych, zaśpiewanych z niesamowitym nerwem przebojów. Dwadzieścia minut bez słabych momentów.

Anal Cunt – (1989) 5643 Songs
Dwa fakty. Anal Cunt. 5643 utwory w 12 minut. Komentarz zbędny.

Cranes – (1990) Inescapable
Zespół właściwie nieznany tym bardziej godny polecenia na łamach 67 Mil. Gdyby połączyć rozmarzone kompozycje Slowdive z gotyckim wątkiem Swans (nazwa zobowiązuje: „cranes” to żurawie) otrzymamy „Inescapable”. Ciekawostką tutaj jest zastosowanie patentu otwarcia i zamknięcia płyty bliźniaczymi utworami nadając tej krótkiej formie koncepcyjny charakter. Tak niewielka porcja mroku (11 minut) z pogranicza jawy i snu nie powinna implikować czarnych myśli. Teoretycznie.

Monster Magnet – (1991) Tab - 25
Słuchacze, którzy znają zespół od „Powertrip” w górę mogą strzelić niezłego karpia, choć zaskoczeni mogę być także fani znający pierwsze długograje grupy. Trzy utwory, z czego pierwszy trwa około 30 minut, oparty jest na jednym riffie basowym a na wszystko poza sekcja rytmiczną nałożono głębokie pogłosy. Kłania się hawkwindowy space rock, transowy kraut i ciężka psychodelia. Jedna z najważniejszych pozycji w rodzącym się w owych czasach stoner rocku.

Belly – (1992) Slow Dust
Belly to siostra Throwing Muses, zespołu przytłoczonego ciężarem sukcesu Pixies, z którym dzieliła alternatywną scenę na przełomie lat 80 i 90. Po odejściu Tanyi Donnelly do Belly, Throwing Muses (kierowanej przez Kristin Hersh – siostrę przyrodnią Donnelly) utraciło część swojego uroku w kolorze blond. Podobnie Belly pomimo nie tak odległej stylistyki od swojej starszej siostry nigdy sukcesu nie osiągnęło. Pozostawiło po sobie jednak sporo pięknych hałaśliwych piosenek a kilka z tych najlepszych trafiło na Slow Dust przed pierwszym długograjem grupy.

Kyuss/Queens of the Stone Age – (1997) Split
Zmiana warty stonerowych wyjadaczy została jednoznacznie zaakcentowana tym wydawnictwem. Schyłkowy Kyuss z wybitną przeróbką „Into the Void” Black Sabbath na stronie A oraz wczesne QotSA z pierwszym zwiastunem tego, że „będzie grubo”, czyli „If Only” na stronie B. Materiał splitu na pewno nie przebija regularnych dokonań obu grup jednak obok dziejowości tego wydawnictwa nie da się po prostu przejść obojętnie.

Two Bands and a Legend – (2007) I See You Baby
Garażowy rock połączony z free-jazzem. Że co? Da się pod warunkiem, że dwoma zespołami są rockandrollowy z Cato Salsa Experience oraz odjechany jazzowy The Thing pod dyrekcją Matsa Gustafssona a „legendą” jest żywa legenda awangardy jazzowej Joe McPhee. Do tego dorzucili kower dyskotekowego Groove Armada… Mózg w strzępach.

The Presidents Of The United States of America – (2013) Get Back in the Van
Czy Epka może być czymś na miarę “The Best Of”? Tak, i powiem więcej. Ten pół akustyczny zestaw nagrań live przebija żywiołowością i energią nagrania studyjne sprzed prawie dwudziestu lat. Bije z nich nieziemska radość, a beztroski nastój potrafi się udzielić. No i oczywiście są tu same soczyste hity.

(linki w tytułach)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza