poniedziałek, 22 grudnia 2014

87. Pippin: Dziesiąta Muza

Dziś będzie o muzyce w filmie, ale nie o takiej, za którą John Williams dostał milion Oscarów. Będzie za to o piosenkach. O konkretnych scenach, z konkretnymi piosenkami, w konkretnych filmach. Które mogą wzruszać, śmieszyć, straszyć – a na pewno zostawać w pamięci. W moim przypadku – dużo mocniej, niż rzeczony John Williams.


Yesterday (1985) – The Beatles „Love me do”
Trochę się tym razem musiałem nagimnastykować, żeby zacząć od Beatelsów, bo tym ruchem skasowałem kilkadziesiąt lat historii kina (a przecież mogłem olać zwyczaj i zacząć choćby od „Somewhere over the Rainbow”). Ale mniejsza. Studniówka, na którą Paweł wejść nie może i stojąc pod bramą szkoły nagle dostrzega Anię i prosi ją do tańca – gdyby film kończył się tą sceną, a nie wezwaniem na rozprawę rozwodową, miałby dziesięć gwiazdek. A tak ma tylko dziewięć z dużym ułamkiem.
(Inna konkurentka z tego filmu to oczywiście scena z „She loves you” w Radiu Luxemburg, ale tam negliż jest.)

Powrót do przyszłości (1985) – Huey Lewis and The News „The Power of Love”
Z tego filmu oczywistym wyborem wydawałoby się „Johnny B. Goode” (i telefon do Chucka Berry'ego), ale zdecydowałem się na inny. Tym razem żadna tam pomnikowa scena. Po prostu ten kawałek zawsze wpędza mnie w dobry nastrój.

Labirynt (1986) – Dawid Bowie „As the World Falls Down”
Jeden z filmów mojego dzieciństwa, byłem ze trzy razy w kinie Szarotka. I chociaż wtedy nie kochałem się jeszcze w Jennifer Connelly (dziś też już się w niej nie kocham), ani nie lubiłem balladek, ten dziwaczny bal hipnotyzował mnie za każdym razem.

Niebo nad Berlinem (1987) – Nick Cave and The Bad Seeds „The Carny” / „From Her to Eternity”
Tu się spotkali po raz pierwszy, gdy anioł przestał być aniołem. A oprócz tego – taką mam w głowie wizję Berlina, jego ponurego klimatu i jego klubów muzycznych okresu zimnej wojny, jaką pokazał mi tu Wim Wenders.

Leon Zawodowiec (1994) – Sting „The Shape of my Heart”
Najbardziej chyba lubię takie sceny (jeszcze o kilku takich dziś przeczytacie), gdy film się kończy, wszystko już zostało powiedziane, a piosenka wszystko puentuje. Piosenka, która zresztą niekoniecznie musi pasować do fabuły, która poza filmem może nawet wydawać się mdła – a tu trafia w punkt. Jak ten Sting, gdy Matylda już posadziła roślinkę.

Zagubiona Autostrada (1997) – Lou Reed „This Magic Moment”
Co tu więcej tłumaczyć? Zobaczył ją po raz pierwszy. This Magic Moment.

Matrix (1999) - Rage Against The Machine „Wake up!”
Wybór z gatunku oczywistych. Fanem Rage Against The Machine specjalnie nie jestem, jednak nie da się ukryć, że z ich muzyką można obalać barykady i robić rewolucję. Tu mamy rewolucję na skalę makro – Neo odkłada słuchawkę, wychodzi z budki i właśnie otworzył ludziom oczy na prawdę o ich świecie. Który już nie jest taki sam. Czy może tu zabrzmieć co innego, niż „Wake up!”? Nawet im daruję zerżnięcie riffu od Zeppelinów.
A czy można też przy ich muzyce robić rewolucję w skali mikro? Można.

Podziemny Krąg (1999) – Pixies „Where is my Mind?”
Jedna z bardziej powalających końcówek w historii kina. Gdy oni stoją, a budynki zaczynają się walić. Jaka piosenka by tu nie zabrzmiała – byłoby dobrze. Niech będą Pixies.

Między Słowami (2003) – The Jesus and Mary Chain „Just like Honey”
I pocałowali się na do widzenia, i każde odeszło w swoją stronę, do swojego życia...

Strażnicy (2009) – Bob Dylan „The Times They are a-changing”
Było dużo zakończeń, więc przewrotnie zakończmy początkiem. Czołówka przypomina minioną chwałę grupy suberbohaterów, a Dylan niepowtarzalnym głosem przypomina, że czasy się zmieniają.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza