wtorek, 30 września 2014

82. Pippin: Lady Pank, O dwóch takich, co ukradli Księżyc


Ocena: * * * ¾

Z Lady Pank jest, w skrócie mówiąc, tak: są bezgraniczni fani, są tacy, którzy cały dorobek zespołu odrzucają z niesmakiem, są wreszcie ci, którzy wysoko cenią debiutancką płytę, a resztę, może poza pojedynczymi kawałkami, ignorują jak leci. Pierwsze dwie grupy można sobie odpuścić, bo są twardo okopane na swoich pozycjach, a tym trzecim warto przypomnieć – prócz debiutu istnieje jeszcze jeden album wart uwagi. 
Przedziwna to płyta. Raz, że wydawana na raty na przestrzeni prawie trzech lat. Dwa, że firmowana nazwą zespołu, ale nagrana w zasadzie tylko przez Borysewicza i Panasewicza. Trzy, że zawiera muzykę do filmu animowanego. Film sobie dziś darujmy, kto chętny – niech obejrzy, acz kreska jest dość dziwaczna.
A muzyka? Nie odbiega specjalnie od znanego z wcześniejszych płyt oblicza zespołu, choć zdarzają się też utwory instrumentalne – te można podzielić na dwie grupy: czysto ilustracyjne („Matka”) i te, które można by zapodać i bez obrazka (dajmy na to „Lawina”). Czyli mamy trochę zrzynki z The Police, trochę z Dire Straits, a trochę zgrabnego poprocka. I nawet jeśli uznamy, że taka to sobie muzyczka, która leci sobie przyjemnie, by po chwili wypaść drugim uchem, to jedno podnosi jej wartość – teksty. Żadna tam wielka poezja, ale zaskakująco trafione historie ni to bajkowe, ni to dziecięce, ni to surrealistyczne. Weźmy najsłynniejsze „Marchewkowe pole” - popularność ma toto może i nadmierną, ale czy ta wizja rosnących wokół ciebie przeogromnych marchwi nie ma swojego uroku? A pozytywne życiowe rady dla braci w „Dwie głowy, dwie szyje” i „Kto przygód zna smak”? A pochwała domu w „Każdy kij ma dwa końce”? Wreszcie, pociągająca każdego zmęczonego marzyciela, „Wędrówka” z pytaniem: Czemu nas tam nie ma? Zdarzają się i rymy częstochowskie, bywa, że niemal żenujące (mój ulubiony: Od Panamy aż do Gruzji / życie sztuką jest iluzji), ale nie psują dobrego wrażenia.
Najjaśniejsze punktu albumu? Krótkie, szybkostrzelne numery „Awantura” i „Dwuosobowa banda”, z łobuzerskim śpiewem Panasewicza, predestynującym go wręcz do obsadzenia go w jednej z głównych ról w filmie. Wspomniana „Wędrówka”. Kapitalna jest też pozafilmowa, dołączona do niektórych wydań bonusowo „Rysunkowa postać”. A przede wszystkim „Ktoś ukradł Księżyc”. Z nie do końca jasnych przyczyn zawsze poprawia mi humor. W ogóle cała płyta jest jednym z pierwszych moich muzycznych lekarstw, gdy smutno i źle. Jak śpiewał Lechu: Bądźmy dziećmi jeszcze raz!

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: W nocy wszystko jest na czarno...
2. Najgorszy moment: Film.
3. Analogia z innymi elementami kultury: No wiecie, był też ten film z Kaczyńskimi.
4. Skojarzenia muzyczne: Raczej „Kryzysowa narzeczona”, niż „Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą”.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Patrz przedostatnie zdanie tekstu głównego.
6. Ciekawostka: Jak dzwonię w pracy do działu handlowego i mnie do kogoś przełączają, to automat gra melodyjkę łudząco podobną do głównego motywu w „W drogę... do krainy leniuchów”.
7. Na dokładkę okładka: Próbka talentu twórców filmu. No ale dzieciom się chyba podobało.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza