czwartek, 16 października 2014

82. Basik: Mikołaj Trzaska, Rafał Mazur, Balázs Pándi "Tar & Feathers"


Ocena: * * * 1/2

Pewien niezwykle inteligentny i zabawny artysta powiedział: „Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury”*. Można by dodać, że sentencja jest trafna szczególnie w przypadku współczesnego free – jazzu. Dla fanów „otrzaskanych” w tego typu dźwiękach, w tych wszystkich Vandermarkach, Gustafssonach i Zornach nie trzeba zbyt wiele wyjaśnień. Niniejsza płytę koncertową trio Trzaska-Mazur-Pándi otwiera jednak klasyczny wstęp niczym z „Meditations” Coltrane’a. Mocny i zwięzły temat saksofonu na tle gęstego pandemonium perkusyjnego. Podobny tłusty nakurw, tyle że już z niegrzecznym saksofonem będzie rządzić materiałem niemal do końca. Od czasu do czasu przelecimy przez różne klimaty. Momentami bardziej liryczne oraz „ilustracyjne” („Patter Of Seagulls”). Są też tu jakieś zajawki melodii (solo Trzaski w „Bout with Transparent Bottom”) albo śladowy groove (jak z Two Bands and a Legend w „Black Ice Crackle”) czy typowo koncertowe patenty, gdzie ten czy inny instrumentalista ma (krótką) chwilę dla siebie (Mazur solo w „Black Ice Crackle”). Kwintesencją materiału jest jednak dzika i gęsta jazda z rozwrzeszczanym, znerwicowanym altem (i klarnetem basowym) Miko na przedzie. 
Co wyróżnia materiał, poza rozpoznawalna ekspresją Trzaski? To na pewno dwaj pozostali instrumentaliści i dosyć niezwykła lokalizacja samego koncertu. O Pándim wiadomo, że nie jest mu obca ciężka metalowa szkoła gry na bębnach podobnie jak eksperymenty. W kontekście „Tar and Feathers” to trochę zbędne fakty bo Balázs wcale nie grzeje tu niczym Mick Harris. W improwizacji natomiast czuje się świetne. Gra gęsto, nisko i swobodnie dzięki wszechstronnym umiejętnościom. Rafał Mazur prezentuje niezwykle oryginalne podejście do akustycznego basu, wychodzące poza granice harmonii i melodii. Szybkie przeloty wzdłuż i w poprzek gryfu (jak również rytmu i linii saksofonu) wydobywają bardziej perkusyjną naturę instrumentu. Bulgotanie, skrzypienie, skrobanie i inne dziwaczne odgłosy. Zadziwiająco dobrze klei się to z kotłowaniem perkusisty oraz chaotycznie falującymi frazami Trzaski. 
Wyobrażam sobie, że uczestnicy koncertu słuchając tych odlotów tria mogli zapomnieć, że znajdują się na statku przy brzegu spokojnego Dunaju w centrum Budapesztu. Bo to, co podpowiada muzyka zarejestrowana na „Tar and Feathers” mogłoby się prędzej wydarzyć na otwartym morzu podczas sztormu. Jak wtedy było naprawdę - nie wiem. Jestem pewien jednak, że to nagranie to tylko namiastka prawdziwej przygody jaką niewątpliwie jest żywy kontakt z muzyką Mikołaja Trzaski.

*powiedział kiedyś również, że „Jazz nie umarł, on tylko tak dziwnie pachnie”

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: dużo smoły.
2. Najgorszy moment: za mało pierza.
3. Analogia z innymi element kultury: panierowanie ludzi w smołę i pierzę to mająca początek w zwyczajach morskich metoda karania niegodziwców. Trzymam kciuki, każda moda kiedyś w końcu powróci.
4. Skojarzenia muzyczne: free-jazz, śmiech-mew.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: ostrego strzaskania się.
6. Ciekawostka: W tym roku mewy zaatakowały mieszkańców Słupska i porwały psa. Dobrze, że a) mieszkam na południu, b) nie mam psa c) gołębie nie są tu tak przebiegłe.
7. Na dokładkę okładka: te wgłębienia w betonowej ścianie to prawdopodobny zapis nutowy występu (ZAiKS wymaga ponoć nośników na bazie cementu).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza