środa, 31 października 2012

37. Basik: Acid Drinkers, "La Part du Diable"

Acid Drinkers - La part du Diable



Ocena: * * 1/2 

Już dwanaście lat temu przy nagrywaniu płyty Broken Head członkowie zespołu Acid Drinkers powtarzali w wywiadach, że tym właśnie albumem wracają do klimatów z „Infernal Connection” – chyba ich najbardziej znanej płyty. I fajnie, nie ma nic złego deklaracjach tego typu, przecież „IC” to wyśmienity album, przez niektórych uznawany za najlepszy polski album metalowy. „Broken Head” oczywiście z „Infernal” dużo wspólnego nie miał, jednak obronił się i jest chyba jedną z bardziej niedocenianych płyt Acids. Gorzej było przy nagrywaniu „Rock is not Enough…” gdzie pojawiły się podobne deklaracje i zapędy do nagrania tak ciężkiego albumu, że aż słowo „metal” musiało się pojawić w rozwinięciu tytułu płyty a na okładce było zdjęcie blachy (tzw. „łezkowej” – LOL). Żałośnie słabej płyty (więc te „łezki” na miejscu w sumie). Pomyślałem sobie wtedy: „to parcie na metal ich zgubi”. W 2008 r. po raz kolejny fani oczekiwali – wg wypowiedzi w prasie na – „Infernal Connection 4” a ja – bez przyjemności – na zupełny upadek zespołu. Okazało się, że jest zupełnie inaczej a „Verses Of Steel” to bardzo przyzwoite dzieło. I tak dotarło do mnie wówczas, że ciągłe mielenie tematu „IC” to tylko wymówka do braku pomysłów kompozytorskich. Wystarczyło, ze pojawił się gitarzysta z głową i silnym muzycznym charakterem i wszystko idzie w dobrym kierunku, czy to metal, czy to sretal. Tyle przemyśleń historyczno-filozoficznych. 
Mamy rok 2012 a Acids wydają właśnie najnowszy materiał (w mediach znów porównania do „IC”), i napiszę szczerze, że oczekiwałem najgorszego syfu, jaki można nagrać. Tak, jednym z powodów był Fishdick Zwei i brak autorskiego materiału przez ostatnie cztery lata świadczące ewidentnie o niemocy twórczej zespołu. Side-projecty również nie dawały nadziei. Vide ostatni Flapjack napisany m.in. przez Ślimaka, kandydat do najgorszej płyty roku. Jak ruch wykona zespół, którego kierunek muzyczny od wielu lat wytyczał zawsze jeden twórczy gitarzysta, taka siła napędowa jak, Lica, Perła czy Olass, a takiej postaci obecnie wg mnie brak w zespole? Odpowiedź jest prosta i zaskakująca. Jeśli nie wiesz co, to zagraj jeszcze raz to samo. 
Większość utworów na „La Part du Diable” przywołuje żywe skojarzenia z wcześniejszą twórczością zespołu (nie tylko tego zespołu). „Hiperenigmatic stuff…”, „Joker”, “I mean Acid”, “Rattlesnake Blues”, “24 Radical Questions” – duch autoplagiatu unosi się gęsto. I to wcale nie jest złe! Ba! Powiedziałbym, ze to najlepsze fragmenty albumu, które zostały poprzetykane jakimś nudnymi riffami. Bardzo podoba mi się powrót to bardziej żywiołowych temp kawałków – pierwszy raz od czasów wspomnianego Broken Head zespół powraca do crossoverowych czadów z pogranicza punku i thrashu. Gdyby taka tendencja w stronę „klasycznego” Acidowego grania tylko została podtrzymana… Niestety ilość metal-core’owych zamulaczy w stylu koszmarnego „Andrew’s Strategy” czy „Dance Semi-Macabre” zdecydowanie przeważa i zupełnie rujnuje obraz „La Part du Diable” jako oldschoolowego thrashowego wypierdalacza. Mogło być lepiej.

Kwestionariusz:  
1. Najlepszy moment: autopagiaty.
2. Najgorszy moment: metalowe zamuły.
3. Analogia z innymi element kultury: Breivik, Bundy, blah, blah, blah.
4. Skojarzenia muzyczne: grają bardzo podobnie do Acid Drinkers – był taki fajny zespół.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: nadgodzin w pracy.
6. Ciekawostka: Płyta została udostępniona przedpremierowo drogą oficjalną w Internecie – duży plus. Dzięki temu miłemu gestowi od wydawcy w stronę fanów wiem, że będzie to pierwsza płyta AD, której nie kupię.
7. Na dokładkę okładka: Terminator – Świtezianka. Kto to kurwa wymyślił?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza