środa, 20 marca 2013

48. Count Azbest: Metal, którego nie musisz się wstydzić

Jak w tym powiedzeniu - jeśli coś już robisz to się tego nie wstydź. Jeśli się wstydzisz to nie rób. Nie mam zamiaru odpuszczać sobie słuchania poniższych płyt więc wstydzić się ich nie będę. Kolejność brutalnie alfabetyczna:


 Asphyx - The Rack
Asphyx "The Rack"

Potrafili się też rozpędzić, ale o sile tej płyty decydują cuchnące Hellhammerem morderczo powolne partie. Ich ciężar i miażdżące tempa sprawiają, że zacierają się granice między death metalem, a doomem. Szybsze części są nie tylko znakomitym urozmaiceniem ale przez kontrast podkreślają potęgę utworów.


 Beherit - The Oath of Black Blood
Beherit "The Oath of Black Blood"

Na tle pozostałych płyt z mojej listy ta mocno się wyróżnia. Brzmienie do bani, kompozycje prostackie, umiejętności techniczne żadne, a okładka... Okładka coś w sobie ma. I na dobra sprawę to nie pełnoprawna płyta, ale składanka sprokurowana przez wytwórnię (tu zeznania są sprzeczne). Ale nic nie poradzę - lubię.


  Celtic Frost - Morbid TalesCeltic Frost - Emperor's Return
Celtic Frost - "Morbid Tales/Emperor's Return"

Jeden z kamieni milowych ekstremalnego metalu. Najbardziej widoczny jej wpływ jaki wywarli na powstanie death i black metalu. Równie (a może bardziej) istotne jest to, że nie bali się eksperymentując poszerzać ramy gatunku (choć nieraz prowadziło ich to na manowce - "Cold Lake"). A te miażdżące riffy! Aaaargh!


 Darkthrone - Transilvanian Hunger
Darkthrone "Transilvanian Hunger"

Podczas gdy większość sceny postawiła na rozwój Fenriz i Nocturno Culto uderzyli w prymityw. Płyta zimna i majestatyczna jak Karpaty w samym środku zimy. Prościej i bardziej surowo bez popadania w śmieszność już się nie da. Regressive black - o tak!


 Fear Factory - Demanufacture
Fear Factory "Demanufacture"

Muzyczna ilustracja konfliktu człowiek vs technologia. I wygląda na to, że człowiek przegrywa to starcie. Fear Factory stworzyli płytę-cyborga. Bezduszna i w dużej mierze sztuczna, ale przy tym zarazem piekielnie agresywna. I jak to bywa ten technologiczny terror niesie śmierć i zniszczenie.


 Godflesh - Streetcleaner
Godflesh "Streatcleaner"

Na potęgę zrzynali ze Swans, ale udało im się stworzyć coś swojego. Hałaśliwe i ciężkie gitary oraz przypominający kafar automat perkusyjny sprawiają, że utwory są jak walec - miażdżący słuchacza powoli, ale nieubłaganie. Powstała ponura i przytłaczająca płyta.




 Gorguts - Obscura
Gorguts "Obscura" 

Bezlitośnie brutalna płyta. I nie mam na myśli wyłącznie ciężaru czy agresji, choć tego nie brakuje. Pierwszy kontakt z tą płytą oszołamia. Kawałki są tak połamane, że ucho nie chce ich przyjąć. Dziwaczne rytmy sprawiają, że te połamane kawałki mają więcej wspólnego z teoria chaosu niż strukturą zwrotka-refren-zwrotka.


 Mayhem - De mysteriis dom Sathanas
Mayhem "De Mysteriis Dom Sathanas"

Gdybym miał wybrać tylko jedną blackową płytę, to byłaby ta. Zimne gitarowe riffy, perkusyjne kanonady i nawiedzone zawodzenia splatają się w morderczą całość. Rozmachem i podniosła atmosfera też nie szkodzą tej płycie. Kwintesencja gatunku, i to nie tylko ze względu na związaną z nią historię.


 Napalm Death - Scum
Napalm Death "Scum"

Początkowo nie brałem tego nawet pod uwagę przy układaniu - przecież to panczur, nie żaden tam metal. Kiedy przekonałem się do jakiego stopnia nie kłaniała się ortodoksji reszta "redakcji"... Jak już wspomniałem punk, ale zagrany tak szybko, agresywnie i hałaśliwe, że etykietka ta przestała być adekwatna i konieczne stało się stworzenie nowej szufladki - grindcore.


 Slayer - Hell Awaits
Slayer "Hell Awaits"

Przy okazji debiutu pokazali, że choć brakuje im miłosierdzia to potencjału mają aż nadto. Przy "Hell Awaits" zespół okrzepł i nie potrzebowali już taryfy ulgowej. Wiedzieli czego chcą i jak tego dokonać - niszczyć. No i tutaj mamy jedno z najsłynniejszych zastosowań backmaskingu

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza