poniedziałek, 19 listopada 2012

38. Azbest: Neurosis "Honor Found in Decay"

Neurosis - Honor Found in Decay
Ocena: * * * *

Neurosis powraca! Od nagrania "Given to the Rising" minęło już ponad pięć lat, ale fani czekali z niesłabnącym zainteresowaniem. Wszak ekipa drwali nie ma w zwyczaju nagrywać złych płyt. I również "Honor Found in Decay" nie powinien sprawić słuchaczowi zawodu. Płyta nie przynosi rewolucji - stylistyka znana jest już od lat. Muzyka Neurosis wciąż opiera się na transowych, plemiennych rytmach i mrocznych, masywnych riffach. Przy tak znanej formule istotne stają się drobne różnice. A znajda się tu takie, gdyż płyta różni się nieco w stosunku do swojej poprzedniczki.
 Przed premierą muzycy Neurosis twierdzili, że znaleźli nowe sposoby na granie ciężko. I tak jest w istocie - chociaż charakter ich muzyki nie uległ zasadniczym zmianom, to muzyka stała się trochę mniej miażdżąca. O ile "Given to the Rising" było bardzo masywną płytą w stylu ich wczesnych nagrań, na "Honor Found in Decay" pozwolili słuchaczowi na trochę więcej oddechu. Muzyka nie jest tak nasycona bezlitosnymi riffami, więcej w niej spokojniejszych partii. Oczywiście trzeba pamiętać, że w kontekście Neurosis określenie „lżejsza płyta” ma specyficzne znaczenie, a przypadkowy słuchacz wciąż będzie miał ciężki orzech do zgryzienia.
Zmiana charakteru muzyki niesie z sobą pewne negatywne konsekwencje. Z uwagi na to, że zmniejszeniu uległ ciężar gatunkowy neurotycznych dźwięków automatycznie mniej pasują do nich znane już wokale. Scott Kelly i Steve Von Till bez litości zdzierający swoje gardła chwilami brzmią nieco absurdalnie. Ale tylko chwilami.
Nieżyczliwi nieraz zarzucali Neurosis bycie epigonami Swans. Teza nieco krzywdząca, ale nie da się ukryć, że niepozbawiona podstaw (nagranie płyty z Jarboe nie poprawiło w tym względzie ich sytuacji). "Honor Found in Decay" może stać się niezłym argumentem dla malkontentów. Neurosis nagrywa spokojniejszą płytę w tym samym roku, w którym Gira wydaje „The Seer”. Rzecz jasna płyty nie są identyczne, ale pewne analogie znaleźć można. I to na niekorzyść Neurosis. Tylko która płyta w tym roku jest lepsza od „The Seer”?
Nie jest to czołówka płyt Neurosis, ale jak zwykle na poziomie więc warta posłuchania. Nie popadając w stagnację konsekwentnie grają swoje. Już czekam na kolejną płytę.

Kwestionariusz:
1.
Najlepszy moment: „We All Rage in Blood”
2. Najgorszy moment: chwilami wokale.
3. Analogia z innymi element kultury: jakoś nic mi się nie kojarzy.
4. Skojarzenia muzyczne: oczywiście Neurosis, ale gdybym starał się być uszczypliwy to Swans.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: jak to u nich bywa – koniec świata.
6. Ciekawostka: płytę nagrywał ich nadworny producent, o przepraszam inżynier dźwięku - Steve Albini.
7. Na dokładkę okładka: tutaj dali ciała – takiego szkaradztwa jeszcze u nich nie widziałem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza