wtorek, 14 lutego 2012

20. Pippin: Therapy?, A Brief Crack of Light












Ocena: * * * *

Powolne, acz postępujące, stawanie się dziadem niesie w moim przypadku dwie, raczej sprzeczne ze sobą, muzyczne implikacje – i nigdy nie wiem, która z nich będzie dominującą, to chyba kwestia dyspozycji dnia, że posłużę się sportową terminologią. Oto bowiem czasem nie mam już ochoty na mocniejszą muzykę, twierdząc, że łomot męczy mi uszy, ale innym razem, gdy zapodać mi dźwięki nawiązujące do ulubionej muzyki czasów mej młodości – cieszę się jak dziecko i słucham bez opamiętania. W przypadku nowej płyty Therapy? druga opcja od razu zostawiła pierwszą bez prawa głosu.
Północnoirlandzkie trio gra nieprzerwanie od dobrych dwóch dekad, ale od dawna nie jest tak popularne, jak w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wydawanie kolejnych płyt jest albo przemilczane, albo wzmiankowane gdzieś na ostatnich stronach wielu rockowych pism. A tymczasem „A Brief Crack Of Light” to przecież płyta na poziomie. Zawierająca w sobie esencję Therapy?, to wszystko co kiedyś przyniosło im popularność – agresywne gitarowe riffy, galopujące rytmy i chwytliwe melodie. Jeśli o te ostatnie chodzi – ciężko szukać nowego killera na miarę niezapomnianego „Nowhere”, ale wstydzić się nie ma czego.
Therapy? Ameryki nie odkrywają, grają swoje. Co jakiś czas muzyka z nowej płyty przypomina nam coś, co już kiedyś słyszeliśmy, ale nie na zasadzie plagiatu a poruszania się po znanym i lubianym terenie. Najwięcej skojarzeń biegnie oczywiście w stronę własnej przeszłości naszych bohaterów, ale nierzadko zamajaczy czy to Killing Joke (w kapitalnym „Before You, With You, After You” i początek, i refren (zwłaszcza jego linia melodyczna) kojarzy mi się z ekipą Colemana (inna sprawa, że tuż przed wejściem refrenu mam nieodparte wrażenie, że zaraz gruchnie nam riff i zaśpiew z „One Armed Scissor” At The Drive-In)), czy Black Sabbath (te zwolnienia i wyciszenia w „Get Your Dead Hands Off My Shoulder” przypominają pamiętny patent z „War Pigs”), czy wszechobecne w ostatniej dekadzie Queens Of The Stone Age. Chwilę wytchnienia zaś zapewniają „Marlow” i ostatni na płycie „Ecclesiastes”. Ten pierwszy to (głównie) instrumentalny utwór z uzależniającym motywem gitarowym, ten drugi - ładna ballada, ale drugim „Diane” nie zostanie – nie tylko ze względu na zniekształcony wokal. Ćwierćwiecze się zbliża, a chłopakom werwy i pomysłów nie brakuje. Tak trzymać.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Cała masa, ale niech będzie otwierający album singlowy „Living In The Shadow Of The Terrible Thing”.
2. Najgorszy moment: “The Buzzing” jakoś mniej do mnie trafia. Trochę chaotyczny i mało melodyjny.
3. Analogia z innymi element kultury: Tytuł płyty to cytat z Nabokova.
4. Skojarzenia muzyczne: Therapy? jak to Therapy? - gdzieś między punkiem, metalem, a Seattle.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Zima źle na mnie wpływa, bo pierwszym moim skojarzeniem było odśnieżanie samochodu.
6. Ciekawostka: Andy Cairns w szkole był członkiem zespołu Likwidatorz. Przepiękna nazwa, czyż nie?
7. Na dokładkę okładka: Jak to bywa przy odbiciu w wodzie – puzzle z tego nie byłyby łatwe.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza