wtorek, 14 lutego 2012

20. Basik: Therapy?, "A Brief Crack of Light"











Ocena: * * * 2/3

Therapy? istniejący na scenie od ponad 20 lat właściwie od samego początku grał muzykę trudną do sklasyfikowania. Ani to noise, hardcore, metal, punk rock czy jakiś power pop a jednak wszystkie powyższe obszary zawierają się w ich twórczości. Popularności na szeroką skalę nigdy nie osiągnęli, może przez tą niejednoznaczność stylistyczną wynikającą z bezkompromisowego podejścia do materii muzycznej a może przez szorstki i znerwicowany ton głosu Andy Cairnsa i jego poważne teksty lub po prostu przez niedobór hitów w MTV... (pamiętamy „Diane” oraz „Teethgrinder”?). Niesłusznie olewani grubą strugą przez media nie robią sobie z tego nic i nagrywają kolejne albumy zadowalając się niszą wydrążoną w masywach hierarchicznego trzeciorzędu.
Singlowy utwór poprzedzający album w wersji audiowizualnej „Living In The Shadows Of The Terrible Things” zaostrzył mój apetyt i wskazywał, że zespół na nowym wydawnictwie pójdzie w kierunku prostszych punkrockowych piosenek. Okazało się, że w wypadku Therapy? taka prymitywna ekstrapolacja nie ma sensu. Na tym albumie nie ma dwóch podobnych stylistycznie numerów, co postrzegam jako solidny atut.
Najbardziej interesująco robi się w środku. „The Buzzing” jak sama nazwa wskazuje to atonalne bzyczenie gitar podbite nuceniem przez ponad trzy minuty z rozwałką perkusyjną w jednej trzeciej i dubową częścią centralna. Dziwaczność nieprzewidywalna, ale bardzo smaczna. Kolejny, znów z industrialno-dubowym rytmem „Get Your Dead Hand of My Shoulder” zmiata w pył zmianami dynamiki, pajęczyną gitarową oraz chwytliwą frazą tytułową. Psychodeliczny, zapętlony i mocarny „Ghost Trio” oparty właściwie jest na jednym dźwięku powtarzanym niczym sygnały w kodzie Morse’a. Później „Why Turbulence” twardo „osadzony” i pełznący na niskich częstotliwościach przypomina (poza tymi fragmentami) rzeczy bardziej melodyjne – dajmy na to z „High Anxiety”. Powyższego zestawu słucha się jednym tchem i może trochę szkoda, że cały album nie trzyma tak wysokiego poziomu. Nie rozumiem pojawienia się w trackliście utworu przesłodzonego „Marlow” gdzie anielskie wokalizy napisali chyba chłopcy z Klaxons. Wiem, że przypadku płyt Therapy? nic nie jest kwestia przypadku, ale to już przegięcie pałki.
Fraza z singla otwierającego płytę, czyli „Żyjemy w cieniu srogich wydarzeń” oraz sam jej tytuł nadaje ton i jest tłem dla treści albumu. Zmagania z rzeczywistością i szukanie wielkich mądrości w tych pojebanych czasach Andy Cairns i spółka komentują zamykającym płytę, oszczędnym instrumentalnie utworem, ale za to o bardzo wymownym tytule „Ecclesiastes”. Mówiłem, że w przypadku Therapy? nic nie jest przypadkowe, nie?

Kwestionariusz.
1. Najlepszy moment: gra bębniarza Neila Coopera, najlepsze utwory – patrz recenzja
2. Najgorszy moment: „Marlow”
3. Analogia z innymi elementami kultury: „The cradle rocks above an abyss, and common sense tells us that our existence is but a brief crack of light between two eternities of darkness” – Władimir Nabokow. Nie pierwsze zapożyczenia z literatury przez zespół.
4. Skojarzenia muzyczne: Therapy? to dla mnie twór pierwotny bez pretensji do innych zespołów.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: koncertu Therapy?, na który ponownie liczę !
6. Ciekawostka: W kilku tekstach niezależnie pojawiają się też tematy upływu czasu i przemijania w ogólności.
7. Na dokładkę okładka: Przypominają mi się zdjęcia - iluzje optyczne. Patrzysz i nie wiesz gdzie dół a gdzie góra, gdzie jest „wewnątrz” a gdzie „na zewnątrz”.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza