wtorek, 20 stycznia 2015

89. Basik: Mission of Burma, "Vs."

Mission of Burma - Vs. 

Ocena: * * * * 1/4

Przyznaję, że generalnie jaram się post-punkowymi wydawnictwami. Jest to na tyle pojemny gatunek i podatny na różnorakie międzygatunkowe mutacje, że można znaleźć szereg oryginalnych i niebanalnych zespołów. Post-punk od kilkunastu lat przeżywa swój „revival” (jak stary Interpol czy niedawny Protomartyr), choć jak każde odgrzewane jedzenie nie jest już tak smaczne jak to, co działo się na przełomie lat 70/80 zeszłego wieku, gdzie nastąpiła potężna eksplozja porywających i zmieniających oblicze muzyki na zawsze zespołów. Talking Heads, Killing Joke, Joy Division, Gang of Four - te nazwy zna prawie każdy. Istniało jednak mnóstwo bandów obecnie trochę niesłusznie zapomnianych a w naszym kraju po prostu nieznanych z uwagi na ograniczony dostęp do muzyki w owych w czasach. Przykładem niech będzie This Heat, The Chamelons czy właśnie Mission of Burma, o których istnieniu sam nie miałbym pojęcia gdyby nie red. Azbest. 
To, że warto zainteresować się MoB, już na starcie świadczy pewna straszna ciekawostka. Zespół po nagraniu debiutu zakończył działalność w wyniku uszkodzenia słuchu gitarzysty, spowodowanego w dużej mierze okrutnie głośnymi koncertami. Zachęcające, nie? Słuchając przenikliwej, „dzwoniącej” barwy gitar – co z resztą stanowi wyznacznik brzmienia MoB - trudno się dziwić. Źródła przebijającego wnętrzności ucha jest tu naprawdę dużo i nawet słuchając nagrań studyjnych jasne jest, ze zespół grał bardzo głośno.
Dynamiczne, hałaśliwe brzmienie zespołu to oczywiście nie jeden pozytyw. Dobry materiał zawsze broni się bez wspomagaczy a jego na „Vs.” nie zabrakło. Zawartość albumu jest zdecydowanie piosenkowa, ale przy tym różnorodna. Od numerów szybkich, agresywnych do swobodnych, klimatycznych i melodyjnych. Na przykład cały ”Trem Two” zbudowano na pulsie tremolo/pogłosu a sam numer to absolutnie piękny samograj, choć raczej z tych mrocznych. Podobnie melancholijnie jest bardziej hałaśliwym „Wheaterbox” czy ciekawym rytmicznie „Mica”. „Fun World” brzmi z kolei niczym czad w stylu Nomeansno. „That's How I Escaped My Certain Fate” to szybki punkrockowy hymn, ale ubrany w “brzęczące” gitary i turbochwytliwą melodię.
Poza tym, „Vs.” i w ogóle samo Mission of Burma to jakby kolejne brakujące ogniwo pomiędzy punkrockiem a amerykańską alternatywą przełomu lat 80/90 XX wieku. W dźwiękach „Vs.” odnajdziemy Fugazi, Husker Du, R.E.M. czy przede wszystkim Sonic Youth… Skojarzeń na pewno jest więcej a wpływ MoB na kształt muzycznej sceny USA (i nie tylko) można chyba bez wstydu porównać z zasięgiem rażenia brytyjskiego Wire. 

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: „Trem Two” i „That's How I Escaped My Certain Fate”
2. Najgorszy moment: przedawkowałem
3. Analogia z innymi element kultury: amerykańska alternatywa 80/90
4. Skojarzenia muzyczne: Fugazi, Husker Du, R.E.M, Nomeansno, Jesus Lizard (posłuchajcie koncertówki), Sonic Youth (bardzo, bardzo!). No i jeszcze Wire.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: „Trem Two” - obserwowanie jak mleko miesza się z kawą
6. Ciekawostka: Roger Miller nie ogłuchł jednak do końca, zespół reaktywował się w 2002 r. i nagrywa do dzisiaj.
7. Na dokładkę okładka: Szukam i szukam. To chyba jakiś wilec ale niestety nie znam się na tym. Podobny dysonans pomiędzy treścią a okładką miał np. „Crybaby” Melvinsów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza