niedziela, 16 listopada 2014

85. pilot kameleon: Kristen, The Secret Map












****2/3

Działanie tej płyty jest zaskakujące. Rozpuszcza się w organizmie bardzo powoli. Tak, jak powoli się rozpędza jej zawartość. Kropla po kropli, dźwięk po dźwięku, zauroczenie wzrasta z każdą chwilą, choć na samym początku jest bardzo ostrożnie. Mój odbiór został jednak przyspieszony rewelacyjnym koncertem, który Kristen dało 2 października w krakowskim klubie Re. To właśnie tam dźwięk rozpuścił się w moim organizmie i zespolił się ze wszystkimi moimi tkankami. Nie można go już wypłukać.
Materiał zaczyna się od klimatycznych trzasków i miarowych dźwięków gitary. "Upward, Beyond The Onstreaming, It Mooned" narasta bardzo powili. Minimalizm rośnie w uszach i wcale nie próbuje uzyskać piosenkowych ram. Dźwięki są rozlane, kapią, sączą się. Z szumów i hałasów tworzą obraz bez ram, który najbardziej intensywny jest w środku. "2 A.M." to trochę inne terytorium. Taka zepsuta piosenka, z odrealnionym głosem Bieli, który nie przypomina samego siebie. Lekka oniryka, zaspany psychodelik z bardzo miarowym pulsem i drapaniem w gitarowe struny. Normalność (?!) pojawia się dopiero w samym środku płyty. "Music Will Soothe Me" uwodzi funkowym groovem. Pulsuje, jest uwodzicielski, ale nie wdzięczy się bezczelnie. Tu także są zgrzyty i piski. Tkanka płyty bezlitośnie obrasta również ten kawałek. Kompozycja tytułowa trzyma się piosenkowych ram. Drapanie, sprzężenia, dysonans wypływa tutaj dopiero w połowie utworu – śpiew i pianino trzymają się melodii, reszta dygocze, próbuje się oswobodzić, złamać harmonię. Bracia Rychliccy ciągną do rozpadu, Biela dąży do zjednoczenia. Ten dysonans dwóch elementów jest kluczowy nie tylko dla tej kompozycji, ale pewnie i dla całego zespołu. Potężny finał w postaci "Endless Happiness" przywodzi na myśl początkowe dźwięki. Udało się zapętlić nastrój poprzez doskonałą dramaturgię. Swobodna improwizacja odlatuje w kosmos. Płynie daleko i warto dać się porwać temu nurtowi.
Do ekscytującej zawartości dorzućmy fenomenalną produkcję. Szczegółową, pełną detali, ale też niezwykle soczystą i bardzo organiczną, która pozwala odczuć bliskość zespołu. Przy odsłuchu warto odkręcić gałkę głośności, żeby sound miał możliwość brzmieć. Wtedy smakuje najlepiej.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Czyżby to była najlepsza polska płyta roku 2014?
2. Najgorszy moment: Płyta wydana została w digipacku. Goła płyta została wsunięta w tekturę. Pierwsze wyciągnięcie płyty z kartonika wystarczyło, by zmasakrować dysk. Ja wiem, że tektura taka super, ale do licha, czy nikt nie zauważa, że jest kompletnie niepraktyczna, a nawet szkodliwa? No ale kto jeszcze kupuje płyty?!
3. Analogia z innymi elementami kultury: Odbieram ten zespół przez pryzmat małych klubów, niewielkiej publiczności, bliskości z muzyką. W otwartej festiwalowych okolicznościach widziałem ich raz. To są emocje i dźwięki, które najlepiej pracują w zamkniętej niewielkiej przestrzeni.
4. Skojarzenia muzyczne: Kristen. Nie mogę ich porównywać do innych formacji, bo tak się nie godzi.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Wieczornego słuchania. Trzeba usiąść i słuchać.
6. Ciekawostka: 1. Kristen supportował kiedyś Sweep The Leg Johnny. 2. Michał Biela jest na koncertach zawsze uroczo zabawny.
7. Na dokładkę okładka: Dostojna czerń dodaje elegancji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza