niedziela, 27 października 2013

64. pilot kameleon: Neuma, Weather

*******

"Weather", drugi album zespołu Neuma, nie wziął się znikąd. To oczywistość. Warto jednak się nad nią pochylić. Pierwszym słusznym tropem w tym śledztwie będzie Kobong, z którym Neuma jest personalnie połączona. Z debiutu wynika pierwotność i obsesyjność tej muzyki, która jest charakterystyczna dla całej twórczości zarówno Neumy jak i Kobonga. Natomiast drugi album Kobonga będzie tutaj jednak znacznie ciekawszym punktem odniesienia. Zagęszczona i bardzo udziwniona faktura, nieco inne, bardziej zaawansowane rozwiązania rytmiczne, ale też i gitarowe, oraz mniejsza (fragmentarycznie i eksperymentalnie) zawartość metalu. No i tutaj można wskazać na bardzo zaawansowane badania nad transowością. Dodatkowo dorzucić trzeba odmienne, oryginalne brzmienie.
Linia łącząca zespół Kobong z Neumą jest bardzo prosta, choć nieco rozciągnięta w czasie. Pomiędzy rokiem 1998 a 2003 trwały mniej lub bardziej intensywne rozmowy dotyczące powrotu zespołu na scenę. Śmierć Roberta Sadowskiego położyła kres idei zespołu Kobong. Miechowicz, Kondracki i Szymański stworzyli Neumę. Pierwszy album wydany w 2003 roku przyniósł muzykę nieco inną. Walec basowo-perkusyjny zintensyfikował się, stał się też cięższy, natomiast zabrakło w tym wszystkim czegoś, co można nazwać poetyckością. W Kobongu była ona zasługą Sadowskiego. Gdy go zabrakło, uleciał też pewien duch. Debiut Neumy tylko pozornie jest nieco spokojniejszy od dokonań poprzedniej kapeli. Rytmy przepojone są tutaj nawet nieco większą intensywnością niż w poprzednim zespole. Są tu też jednak elementy, które w linii prostej prowadzą do "Weather", o czym czasem się zapomina. Utwory z gościnnym udziałem Karola Gołowacza są w gruncie rzeczy pomysłem, który rozwinięty zostanie na drugim albumie Neumy. Zalążek w postaci instrumentalnego grania z aktywnym saksofonem się pojawił, trzeba go było tylko nieco zmodyfikować i rozwinąć. Po drodze nastąpiła jednak wymiana sekcji rytmicznej oraz nastąpił angaż Aleksandra Koreckiego.To pozwoliło wejść na nową ścieżkę.
"Weather" pod lupą wygląda następująco. Po względem rytmiki zmodyfikowano elementy wykorzystywane na poprzedniej płycie. Postawiono na klarowniejsze brzmienie, dodatkowo w pewien sposób uproszczono i zapętlono w nieskończoność te kroczące rytmy. Stały się one czyste i mantryczne. Krok drugi to gitara. Tutaj następuje redukcja masywnych riffów na rzecz rozwijania dialogów z saksofonem. Te dwa elementy płyty snują swoją opowieść nieprzerwanie. Wymieniają się, uzupełniają, zaprzeczają, akcentują. Korecki raczej nie ucieka w świat free jazzu, mocno stąpa po ziemi. Miechowicz natomiast nie maskuje brzmienia olbrzymią ilością efektów, pozwala brzmieć swojej gitarze, palcom i otwartej głowie. "Weather" jest przykładem, gdzie namacalna konkretność partii zostaje rozmyta w bardzo ciekawy sposób. Pojawiają się olbrzymie płaszczyzny dźwiękowe, które przesycone są niezwykłymi emocjami rodzącymi się nie bezpośrednio z danych partii instrumentalnych, ale na ich styku. Kociołek dźwiękowy, który gotuje się bez przerwy daje wywar niezwykle intensywny, fragmentami wręcz duszący. Trans intensyfikuje się. Im dalej w głąb płyty, tym zawiesina dźwiękowa pochłania słuchacza coraz bardziej, by całkowicie porwać go w dwóch ostatnich kompozycjach. "Słonie" i "Weather" to otwarcie otchłani. Ten finał, jest jakby wniknięciem w okładkową metafizyczną tajemnicę, o której zespół opowiadał przez całą płytę. Tu objawia się ona całkowicie naga, dzięki czemu za zgodą słuchacza może pozwolić mu wniknąć w samego siebie. I zdaniem piszącego, jako jedna z niewielu płyt ostatnich lat, robi to.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Najlepsza polska płyta XXI wieku.
2. Najgorszy moment: Brak trzeciej, czwartej i piątej płyty zespołu Neuma.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Łączliwość materiałów. Wykłady na trzecim roku z doktorem habilitowanym Maciejem Miechowiczem.
4. Skojarzenia muzyczne: Dla mnie drugi album zespołu Neuma odnosi się tylko do siebie.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Rekomendowane zastosowanie: włączać głośno podczas drzemki. Potrafi spenetrować każdy zakamarek mózgu.
6. Ciekawostka: Chciałbym, żeby Michael Gira ze Swans miał możliwość posłuchania tej płyty.
7. Na dokładkę okładka: Debiut Kobonga jest ciekawym tropem. Tutaj pomimo podobne ramy zawartość zostaje złamana.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza