niedziela, 22 września 2013

61. Azbest: Sprzęgło, kurwa! O sprzężeniach gitarowych słów kilka...

Sprzężenie gitarowe - z początku hałas, niepożądany efekt uboczny użytkowania gitary wzmocnionej elektrycznie. Nie minęło jednak wiele czasu i jego postrzeganie zaczęło się zmieniać. Już w połowie lat sześćdziesiątych zaczął być środkiem wyrazu, jedną z technik gry na gitarze.
Poniższa lista nie jest próba wyłonienia zestawu, najważniejszych, najbardziej reprezentatywnych czy nawet najlepszych przykładów. Po prostu pierwsze kawałki jakie przyszły mi na myśl.

The Velvet Underground "Run Run Run"
Ach tu był z czego wybierać - całą listę mógłbym zapełnić materiałem z dwóch pierwszych płyt. Żeby nie było za łatwo ograniczyłem się do jednego. Ale które wybrać? Które? To z "Run Run Run" chyba najbardziej chodzi mi po głowie.

The Stooges "I Wanna Be Your Dog"
Ten zespół to manifest muzycznej chuliganerii. A skoro tak to i gitary nie mogły być poukładane - sprzęg proszę. Ron Asheton chyba najlepiej wplótł to w ich muzykę w tym właśnie kawałku.

Lou Reed "Metal Machine Music"
I por az drugi Lou Reed. Ale czy mógłbym tego odmówić królowi i królowej gitarowego sprzęgu? Tym bardziej, że nagrał płytę taką jak ta - sprzęgi są tu praktycznie jedynym materiałem. Przetworzone bo przetworzone, ale jednak. A jeśli ktoś ma ochotę się mądrzyć, że słyszał lepsze to niech pamięta - wydane w roku 1975. Przez koncern. Ktoś to przebije?

David Bowie "Heroes"
Robi się nietypowo. Po pierwsze okazuje się, że sprzęgi mogą służyć do czegoś więcej niż drażnienie narządu słuchu. Po drugie w tym przypadku posłużył się nimi Robert Fripp, który zagrał partie będącą jednym długim, modulowanym sprzegiem. I jak uroczo mu to wyszło.

The Boys Next Door "Shivers"
I znów sprzęg liryczny. I znów zagrany przez nie byle kogo - Rowland S. Howard! Przez moment rozważałem "Friend Catcher" - praktycznie kwintesencja tematu. Chyba jednak jesień trochę mnie rozmiękczyła bo wybrałem coś bardziej kojącego.

Celtic Forst "Dethroned Emperor"
Thomas Gabriel Fischer (wówczas jeszcze jako Warrior) w początkach swojej działalności lubił rozpoczynać kawałki od sprzęgów. I po raz kolejny trudno się zdecydować. Jednak "Dethroned Emperor" - tak ładnie przechodzi to w ten mocarny riff.

Napalm Death "Multinational Corporations"
Trzech młodzieńców (w tym Justin K. Broadrick na gitarze) zagrało hardcore tak niesfornie, że stworzyli grindcore (tak wiem - byli też inni. Ale jeśli wiecie lepiej załóżcie swojego bloga). Więc co może być lepszego na początek jazgotliwie brzmiącej płyty niż przeciągły, sympatyczny sprzęg?

Rollins Band "Ghost Rider"
Zespół kojarzony prze pryzmat "Liar", a niesłusznie. W latach osiemdziesiątych grali ciekawszą muzykę. Dowodem na to jest ten cover Suicide, w którym Chris Haskett wyprzedza o kilka lat Toma Morello. (to wersja z roku 1989, inna od tej najbardziej znanej - ze ścieżki dźwiękowej z "Kruka")

Godflesh "Like Rats"
Broadrick po raz wtóry. Cóż poradzę, że mimo tego co nagrywał przez ostatnie 5 lat wciąż go lubię. Od czasów Napalm Death rozwinął swoja technikę od wyścigowego jazgotu do jazgotu miażdżącego. Ale wciąż jest przyjemnie.

Pussy Galore "Cokolwiek". Albo nie - "Kicked Out"
HA! Odrażający, brudni, źli pod wodza Jona Spencera (tak, to ten od Jon Spencer Blues Explosion). To ich najbardziej znany kawałek - Gregory House wykorzystał go do wywołania u pacjenta ataku padaczkowego. Niektórzy nie potrafią docenić przyjemnej muzyczki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza