czwartek, 29 marca 2012

23. Basik: The Mars Volta, "Noctourinquet"

The Mars Volta - Noctourniquet
Ocena: * * * 1/4

Klęska urodzaju. To stwierdzenie dotyczy właściwie każdej płyty The Mars Volta. Za dużo, za długo. Tym razem również nie udało się uciec od grzechu nieumiarkowania i nadwyrężania cierpliwości słuchacza.
Nie będę się znęcał nad objętością i gęstością materiału, ale wyobraźcie sobie, że zjadacie w całości bochen razowego kołacza bez przepity w 15 minut. Kolejna rzecz, która się rzuca w uszy po odpaleniu płyty to coraz wątlejszy z płyty na płytę głos Cedrica. Wysiłek w jego głosie dla bardziej empatycznych odbiorców może doprowadzić do poważnego uszkodzenia zdrowia. Na szczęście moc głosu nie przekłada się u niego na jakość melodii, które miejscami są po prostu porywające („Imago”, tytułowy). Dużo melodii, bo i dużo piosenek. Poprzednia płyta „Octahedron”, przyniosła zwrot w kierunku bardziej konwencjonalnych form. Stwierdzenie, że „Noctourniquet” kontynuuje obraną tam ścieżkę jest zarówno prawdziwe jak i nie. Tak - dalej mamy do czynienia ze zwrotkowo - refrenowymi tworami, jednak aranżacje zdecydowanie opierają się na zabawach z brzmieniami elektronicznymi, efektami gitarowymi itp. Innymi słowami gigantyczną rolę w aranżach i brzmieniu płyty odegrała praca i zabawa w studio (na wcześniejszych płytach oczywiście też, ale bardziej pod kątem formy). Tak, The Mars Volta zbliża się do ostatnich odsłon dźwiękowych eksperymentów Radiohead! Muzyczne szaleństwo, które wyparowało na „Octahedron” powróciło pod postacią właśnie tej nietypowej produkcji. Bestialstwo Omara nad formą piosenek uwidacznia się z rzadka np. w „Whip Hand” z poszatkowana partią bębnów w refrenie (finezja!). Spory plus za takie właśnie zrównoważenie sił chaosu i ładu.
Jednego dnia ten album wkurwia mnie niemiłosiernie, a innego odlatuję w kosmos, więc z trudem wystawiam końcową ocenę. Płyta nierówna, zbyt długa, ale sporymi fragmentami porywająca i godna polecenia… zaraz czy ja tego nie napisałem na początku? Mhm, The Mars Volta.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: „The Whip Hand”, „Imago”, „Noctourniquet”, „The Malkin Jewel”
2. Najgorszy moment: „In Absentia”
3. Analogia z innymi element kultury: Mówią, że płyta jest koncept albumem czerpiącym z mitologii greckiej. Złote runo dla tego, kto skuma coś z ich tekstów.
4. Skojarzenia muzyczne: The Mars Volta meets Radiohead. „Malkin Jewel” nieustannie kojarzy mi się ze stylistyką Waitsowską albo jakimś utworem Nicka Cave’a.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Sugestia mitologii greckiej zadziałała i z sentymentem powróciłem myślami do japońskiego serialu Ulysses 31 gdzie ów Mitologia zderzyła się z Kosmosem.
6. Ciekawostka: Szósty regularny album TMV i pierwszy bez udziału Johna Frusciante
7. Na dokładkę okładka: Horyzont, zachód słońca, nadejście nocy w formie abstrakcyjnej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza