czwartek, 15 marca 2012

22. Basik: The Smiths "Strangeways, Here We Come "

The Smiths - Strangeways, Here We Come

* * * 7/8

I’ve come to wish you an unhappy birthday / ‘Cause you’re evil/ And you lie/ And if you should die/ I May feel slightly sad / But I won’t cry – śpiewa rozgoryczony Morrissey w “Unhappy Birthday”, a ja mam wrażenie, że zrobił mnie konkretnie w buca… Jeszcze parę lat temu oglądałem w MTV teledysk w którym banda pseudopanków w okularach z fryzurami jak Beavis & Butthead jeżdżą na rowerach po ulicach. Pomyślałem – co za cieniasy – łotafak?. Później kolejne spotkanie – Morrissey tańczy w rozciągniętym swetrze i macha grabiami jakby chciał odfrunąć do ciepłych krajów. W dodatku śpiewa jakby go ktoś przed chwilą obudził. Cienias jakich mało. Sytuacja odwróciła się o 400 gradów po przesłuchaniu całego albumu. „Strangeways, Here We Come” właśnie.
Przyznaję, że nawet nie wiem kiedy uzależniłem się od tej płyty (co nawet trochę mnie przeraziło bo mówią na mieście, że Moz lubi chłopców/ nie lubi chłopców – niepotrzebne skreślić). Teraz odkręcam wszystko, co powiedziałem na początku. Żadne z nich cieniasy. Grzeczny wizerunek zespołu, łagodne melodie i czasami głupawe synkopowane rytmy to wielka mistyfikacja. Te piosenki podszyte są smutkiem, który uderza z barwy głosu Morrisseya oraz jego ironiczno-romantycznych tekstów. „Strangeways…” ze wszystkich albumów The Smiths posiada największy potencjał komercyjny i jest całkiem obszerną kopalnią pop – alternatywych przebojów o czym mogą świadczyć 1) najwyższe notowania w rankingach od początku ich kariery 2) ja tańczę. Szczęście w nieszczęściu, szeroko pojęte elementy pop w muzyce The Smiths stały się kością niezgody pomiędzy Morrisseyem a gitarzystą, Johnnym Marrem i ostatecznie doprowadziły do rozpadu grupy. Szkoda, bo nie sądzę, że zespół z tak ikonicznym wokalistą mógłby stracić swoją tożsamość, szczególnie, że muzyka na „Strangeways…” nie różni się fundamentalnie od chyba najbardziej znanego dzieła The Smiths, czyli „The Queen Is Dead”.

Kwestionariusz:

1. Najlepszy moment: ”Death of a Disco Dancer”, „Stop Me If You Think You’ve Heard This One Before” – co ciekawe to ten sam numer z rowerami który tak gromko wyśmiałem.
2. Najgorszy moment: „Death at One’s Elbow”
3. Analogia z innymi element kultury: „Paint a Vulgar Picture” jest ogólnie komentarzem dotyczącym patologii w muzycznym szołbiznesie zarówno na linii wydawca – artysta jak i pomiędzy wykonawcą a fanami.
4. Skojarzenia muzyczne: a) ”Death of a Disco Dancer” to przecież „Dear Prudence” The Beatles! b) The Smiths to jedna z największych inspiracji sceny brytyjskiej od Britpopu po (wraz z m.in. The Clash, The Jam czy The Cure) scenę Indie początku 21. wieku – patrz The Libertines, Arctic Monkeys. c) W Polsce The Smiths = Bielizna
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: ostrego pedałowania
6. Ciekawostka: Salford Lads Club przedstawiony w teledysku do „Stop Me…” to ponad stuletni ośrodek rekreacyjny dla młodzieży położony na przedmieściach Manchesteru, a obecnie kultowe miejsce dla fanów The Smiths i nie tylko. Bywalcami klubu byli m.in. Peter Hook z Joy Division czy Graham Nash (Crosby, Stills & Nash)
7. Na dokładkę okładka: Moz, dlaczego to musiał być Aron, a nie Abra?



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza