środa, 31 sierpnia 2011

09. Pippin: Think About Mutation, Hellraver











Ocena: * 1/2

Łup, łup, łup...
Niemiecka scena muzyczna zawsze kojarzyła mi się z robotami. Roboty z definicji mogą być dobre, złe albo obojętne. Bo Roy Batty uratuje życie Rickowi Deckardowi (acz tylko w wersji filmowej), Alojzy/Adolf zniszczy Akademię Pana Kleksa, a ośmiopiętrowa Maszyna Trurla zdolna będzie do jednego tylko działania – pomnoży mianowicie dwa przez dwa, a i to fałszywie. Tak też i z muzycznymi robotami zza Odry. Roboty z Neu! czy Kraftwerk były robotami twórczymi i inteligentnymi, odkrywającymi nowe tereny. Roboty zaś z Helloween czy Rammstein to roboty wtórne i imitujące, choć w działalności swej wcale zręczne.
A co prezentują roboty z Think About Mutation? Nie ma zmiłuj – jeśli komuś scena niemiecka lat dziewięćdziesiątych kojarzy się z chamskim i obłędnym techno, to dobrze ten ktoś trafił. Płyta „Hellraver” nie prezentuje techno w swej pełnej krasie, ponieważ urozmaica je od czasu do czasu dźwiękami ostrych gitar – inaczej byśmy się nią w naszym kąciku raczej nie zajmowali. Rave czy inny crossover techno – takie określenia modne były 15-20 lat temu i idealnie do tego zespołu pasują. Elektroniczny trans, odhumanizowany maksymalnie, czasem z gitarą, a czasem czysty łomot bitów. I do tego wokal – na początku wcale niezły, ale im dalej w płytę, zmienia się on w jakiś dziki ryk, który w moim poczuciu estetyki nawet do techno nie pasuje.
Think About Mutation to zatem takie roboty drogowe, jeśli chodzi o ciężar własny, względnie po prostu niewyrafinowane automaty perkusyjne, jeśli chodzi o szybkość pracy. Jeden z utworów nazywa się „Psycho DJ” i ten tytuł w zasadzie mówi wszystko.
Łup, łup, łup...

1. Najlepszy moment: pierwszy utwór. A im dalej tym gorzej.
2. Najgorszy moment: hehe, trzeba być konsekwentnym – ostatni utwór.
3. Analogia z innymi elementami kultury: muzyka przysłania teksty i nie pozwala mieć innych skojarzeń, niż ostra technoimpreza.
4. Skojarzenia muzyczne: Techno jak techno, ale w ostatnim kawałku słychać „Enter Sandman” i „Epic”! Tylko co z tego, z tym utworem dzieją się potem rzeczy straszne.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa: Bierzemy kwasa i jazda na dancefloor!
6. Ciekawostka: Utwór o wdzięcznym tytule „Oomph” (acz pochodzący z innej płyty) remiksował niegdyś sam Alec Empire – legenda niemieckiej sceny digital hardcore, którego widziałem kiedyś w Poznaniu, gdy grał na laptopie, jako support przed Nine Inch Nails.
7. Na dokładkę okładka: Eeee... Ale co to jest?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza