niedziela, 14 sierpnia 2011

08. pilot kameleon: Mysticum, In the Streams of Inferno

Ocena: ***

O zasługach Norwegii dla black metalu pisać wiele nie trzeba. Tam na początku lat dziewięćdziesiątych muzyka tego rodzaju rozpleniała się bez opamiętania. I w dużym uproszczeniu stamtąd rozlała się na resztę Europy. Apogeum popularności przypadł na okolice 1992 roku. Tłem były płonące kościoły i ginący ludzie. Wtedy też niedaleko Oslo w Asker powstał Sabazios przemianowany na Mysticum po nagraniu pierwszego demo.
Co tu dużo pisać, dalej w pełni poważnie tematu nie da się pociągnąć. „In Streams Of Inferno” to typowa blackowa sieka pełna nadęcia charakterystycznego dla tego gatunku. Jest gęsto, duszno i niezwykle intensywnie. Jeśli ktoś lubi słuchać takiej muzyki, to z pewnością na pierwszy rzut ucha wyłowi industrialne brzmienie, które z powodu zastosowania automatu perkusyjnego unosi się nad płytą. Tyle z nowości, bo reszta jest typowa dla stylu. Diabelskie intro? Jest. Outro? No jak bez outro? Musi być! Skrzeczący wokal? Obecny. Złowieszcza atmosfera? No ba, przecież musi być groźnie! Gitara o brzmieniu przypominającym wysypywanie piasku z przyczepy? Efekt Exar „Black Metal Dark Moon” kupiony, można napierdalać. Nieczytelne logo z rogami kozła? Logo niestety jest czytelne, więc trve fani mogą zakwestionować autentyzm. Całe szczęście wykorzystali rogi. Członkowie zespołu mają ksywki? Mają. Głupie? No mądre to one nie są. W kwestionariuszu na autentyczny black mieszczą się w 100 %.
A teraz bardziej serio. Omawiany album jest w swojej stylistyce niezły (choć to złe słowo). Jeśli komuś nieobce są te tereny, z pewnością nie będzie się nudził. A jeśli ktoś nie lubi słuchać złej muzyki, to raczej nie powinien słuchać tej płyty. No chyba, że ktoś zmusza.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Płyta ma same złe momenty. I to jest dobre. Tzn. złe.
2. Najgorszy moment: Ktoś, kto nie trawi stylistyki niech nie słucha. Szkoda czasu.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Miejscowość Asker, skąd pochodzi zespół znajduje się niedaleko Oslo. A ja myślałem, że oni z samej północy są, jedzą surowe mięso, a słońce widzą tylko latem.
4. Skojarzenia muzyczne. Black metal z fabryki, czyli frezarka jako dodatkowy instrument rytmiczny.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: jazdy na sankach w norweskim lesie. Krew na śniegu.
6. Ciekawostka. Norwegia jest dziwnym krajem. Niby wszystko ok., ale taki Breivik już nie jest ok. A bardziej serio, to z Mysticum przez chwilę po wydaniu „In The Streams Of Inferno” grał Hellhammer z Mayhem. Na jakiekolwiek nagrania studyjne nigdy się nie załapał.
7. Na dokładkę okładka. O Boże! Jakie to typowe… Boże?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza