poniedziałek, 12 maja 2014

74. pilot kameleon: Kate Bush "Lionheart"


***

Ciężko wrócić do regularnego pisania po dłuższej pauzie. Niemniej jednak trzeba, choć w sumie sama propozycja nie wydaje się zbyt porywająca (sorry Pippin!). No ale o to też w sumie chodziło. Spróbujmy zatem.
Z Kate Bush mam taki problem, że cenię, ale w sumie nie słucham regularnie. Ba, słucham tak nieregularnie, że prawie wcale. Cenię kilka utworów, ale całe płyty to już niekoniecznie. Jak włączę, przesłucham z przyjemnością, ale włączam nieczęsto. A takie "Lionheart"? Nie jest to pierwsza liga płyt artystki, ale pomimo tego zawiera w sobie dobrą próbkę jej twórczości. Przypomnijmy sobie czasy: toż to musiał być balsam dla progowców i antidotum na szalejący punk rock! Artystyczny pop pełną gębą, kobietka z nieprzeciętnym głosem, a do tego spora porcja hitów. Tak to musiało sieknąć publikę "The Kick Inside". Potem szybciutko pojawił się "Lionheart" i można powiedzieć, że sporo uleciało przez ten krótki okres czasu. Stylistycznie zawartość jest taka sama. Jakościowo jednak spadamy o level niżej. Brak przebojowości, brak świeżości debiutu. To podstawowe zarzuty. Dalej nie ma się do czego przyczepić. Jest zajebiste "Wow" (tak!), jest sporo patentów firmowych, które choć osadzone w gorszych kompozycjach, to jednak są bardzo radosne dla ucha. Porcja materiału też jest odpowiednia. Słuchacz nie zdąży się znudzić. Nie zdąży też wsiąknąć tak jak powinien. Podsumowując: płyta przejściowa. Jak nie jesteś fanatykiem, możesz się bez niej obyć. Niemniej jednak poziom jest, więc jak posłuchasz, to się nie otrujesz.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: "Wow"? No w sumie małe wow jest.
2. Najgorszy moment: Na dłuższą metę Kaśka może być męcząca. Nie ma też na "Lionheart" hitów pierwszej próby.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Na płycie znajduje się utwór zatytułowany "Hammer Horror". Niech z tej okazji podam swoją dyszkę hammerowych produkcji: 1. The Plague of the Zombies, 2. Dracula [Horror of Dracula], 3. The Reptile, 4. The Curse of Frankenstein, 5. The Revenge of Frankenstein, 6. Twins of Evil, 7. Frankenstein Must Be Destroyed, 8. Island of Terror, 9. The Gorgon, 10. The Mummy.
4. Skojarzenia muzyczne: Można marudzić, ale Kate Bush jest unikalna. Kojarzy się tylko sama ze sobą.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Doskonałe antidotum na hałas, zgiełk i szum.
6. Ciekawostka: O tym, ze jej pierwszą płytę produkował David Gilmour wiedzą wszyscy, o tym, że bilety na jej ostatnie koncerty sprzedały się w jedną milisekundę również. O tym, że mam na półce trzy płyty Kate Bush wie niewiele osób, zatem niech to będzie ciekawostka.
7. Na dokładkę okładka: Poniosło grafika, poniosło muzyka...

1 komentarz:

  1. Niech zgadnę...masz Never For Ever, The Dreaming i... ?

    OdpowiedzUsuń