poniedziałek, 12 maja 2014

74. Azbest: Kate Bush "Lionheart"


***

Jak powiedział Darwin*: "Internet nie ma serca - jest jak broda kozy, zrobiony z czystego zła". I oto mam w czeluściach Internetu rozprawić się z drugą płytą Kate Bush - "Lionheart". Będzie masakra? Poleje się krew? E, ocena jest na starcie - wiesz już, że nie. Kaśka nie zachwyciła, ale przeżyłem. Reszta tekstu jest więc już niepotrzebna. I nudna. Nie musisz czytać. Serio.
A jednak czytasz dalej? Co za zaufanie. To naprawdę miłe. Na samą myśl ciepło mi się zrobiło na sercu. Zupełnie jak po przesłuchaniu "Lionheart". Trochę ponad pół godziny uroczych, słodziutkich pioseneczek zaśpiewanych uroczym, słodziutkim głosikiem. Ciepła, ujmująca wręcz płyta. Przytulne, pluszowe dźwięki, kojące niczym kocyk z wielbłądziej wełny. Gdyby nie kilka dynamiczniejszych fragmentów wymarzony soundtrack do drzemki.
I jak mogła mi się spodobać taka płyta? Muszę jednak przyznać - nie było aż tak źle. Więcej strachu niż bólu. Widać ciepło tej płyty rozbroiło nawet mnie. No i dziękuje za czas poświęcony na lekturę. Mam nadzieję, że nie był to czas stracony.

*) Oczywiście nie Karol Darwin tylko Darwin Waterson. „Niesamowity świat Gumballa” żondzi.

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: "Symphony in Blue", "Hammer Horror".
2. Najgorszy moment: "Oh England My Lionheart"
3. Analogia z innymi element kultury: W dwóch utworach pojawia się Piotruś Pan - nie tak dziwne jeśli wziąć pod uwagę, że Kate Bush wówczas zaczynała wchodzić w dorosłość.
4. Skojarzenia muzyczne: Cóż nie moja półka, więc z niczym.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Park/las, Liście już opadły, ale jeszcze ciepło i względnie słonecznie.
6. Ciekawostka: Fanem Kate Bush jest... Cronos - wokalista Venom.
7. Na dokładkę okładka: Absurdalna na pierwszy rzut oka, ale po zastanowieniu pasuje do płyty.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza