niedziela, 1 kwietnia 2012

24. Basik: Dodo Resurrection, "Nostradamus"



Ocena: * * * 

Dzięki tej płycie poczułem kolejny raz na własnej skórze, że rozczarowanie jest wprost proporcjonalne do pokładanych w czymś nadziei. Po latach poszukiwań tego najbielszego wśród białych kruków, czytaniu prastarych legend na jego temat, spędzaniu nieprzespanych nocy na ekskluzywnych forach internetowych w końcu udało mi się go dorwać w szpony.
To nie jest tak, że to jest kiepska płyta, po prostu spodziewałem się krewetek a dostałem przyzwoitego progresywnego śledzia. Takich zespołów Brytania wypuściła na pęczki a ten pozostaje niedaleko, choć nadal w tyle za chociażby Gentle Giant, czy też Procol Harum.
Co wyróżnia album ponad progresywny motłoch, to dosyć ciężki klimat uzyskanym dzięki powracającym riffom gitarowo – hammondowym, nierzadko atonalnym a przez to robiących ciekawe wrażenie na tle niczym niezaskakujących progresji akordów. Dużo na „Nostradamusie” fragmentów instrumentalnych, które w większości przybierają formę improwizacji niż wykalkulowanej przejażdżki po tematach muzycznych zmieniających się jak w kalejdoskopie. Z jednej strony to plus, bo oszczędzają słuchaczowi muzycznego przepychu. Z drugiej jednak minus, bo po nie wszystkie trzymają poziom i po chwili solowym wypadom instrumentalistów zaczynają towarzyszyć odgłosy ziewania.
Kolejny czynnik to okultystyczna otoczka towarzysząca płycie. Z jednej strony realizowana przez layout, teksty za zapożyczeniami ze staroangielskiego, oraz sposób śpiewania wokalisty: patetyczny i zdystansowany w stosunku do warstwy instrumentalnej. Po latach może wydawać się to już lekko naiwne, ale szacunek trzeba oddać zespołowi za spójną ideę wydawnictwa.
Dla fanów gatunku, ta płyta to całkiem przyjemnie spędzone 34 minuty i 15 sekund, choć po przesłuchaniu rodzi się świadomość, że niektóre rzeczy mają status kultowy, dlatego, że są kultowe.
Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Jedyny na płycie utwór z wyraźnymi odcieniami psychodelii „Palingenesis”
2. Najgorszy moment: Zdecydowanie prehistoryczna jakość nagrań a przecież to początek lat 70.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Teksty ponoć są autentycznymi inkantacjami mającymi na celu wezwanie demona. Kiedyś spróbuję.
4. Skojarzenia muzyczne: brytyjski prog rock z niewielkim dodatkiem psychodelii.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: przyzywania demona, a do czego innego?
6. Ciekawostka: Okładka wygląda jakby była wykonana odręcznie a nie powielana.
7. Na dokładkę okładka: Do tej pory najbardziej satanistycznym zwierzątkiem w muzyce był kozioł. Od dziś będę go używał zamiennie z ptakiem Dodo.

2 komentarze:

  1. A jak zdobyć tę płytę? O jej istnieniu dowiedziałem się wiele lat temu. Początkowo mocno drążyłem temat, ale później odpuściłem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znajpmy mój - co to "słyszał wszystko" porównał to do jedynego LP grupy OPEN MIND. Inny - do "Pawn Games" . Który miał rację ??

    OdpowiedzUsuń