piątek, 20 marca 2015

92. pilot kameleon: Śmierć w bikini

Płeć piękna w twardych rockowych realiach niestety nie ma lekko. Daleko jej do uzyskania równowagi z męską częścią. Ot, uroki branży, z którymi chyba nie ma co walczyć. Poniżej subiektywna dyszka pań, które swoją twórczością i bytnością szarpnęły moimi trzewiami najbardziej.

Yoko Ono. Rozjebać największy zespół w kosmosie? Do tego trzeba mieć jaja jak kule bilardowe. Posłuchajcie sobie wspaniałego kawałka "Whole Lotta Yoko" formacji The Dirty Mac. Brawurowa partia wokalna obraca w pył wszystkie kosmosy.

Nika z Post Regimentu. Czy na polskiej scenie punkowej była jakaś bardziej wyrazista dama? Nie wydaje mi się. Z debiutu "Catch Another Train" to jest coś, co nie mieści się na tej skromnej scenie i wykracza daleko poza wąskie hardcore'owe ramy. I duża w tym zasługa Niki.

Olivia Anna Livki. Ta pani sama kręci swoje lody. Młoda, zdolna, ale moim zdaniem ciągle za mało znana. Niemniej jednak jej debiutancki materiał ma kopa o sile kilku głowic jądrowych. Zwłaszcza ten kawałek [kliknij w link]. Ten kobiecy flow. Nie do opisania.

PJ Harvey. Co nie napiszę, będzie truizmem. Postać pierwszej wielkości. Ciężko sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł ją przyćmić. Nie mam pytań. Chłepy, do garów wypad!

Янка Дягилева. Tragedia w każdym dźwięku podana w taki sposób, że nie można nie uwierzyć. Głos i gitara w Продано! to są szczyty depresji w najautentyczniejszej formie przypieczętowane autentycznym dramatem.

Bożena Janerka. Gra w zespole swojego męża drugie skrzypce. Tzn gra na wiolonczeli. Ten żeński koloryt jest jak najlepsza przyprawa na świecie. Dyskretnie nadaje potrawie smak. Dopiero gdy zniknie, wiesz, że właśnie jej brakuje.

Marianne Faithful. Tutaj będę złośliwy i zapodam Sister Morphine The Rolling Stones. Niby męska, ale jednak żeńska sprawa. Co ciekawe, Faithful jako jedna z niewielu osób jest wpisana jako współkompozytorka. Mało komu udało się wbić między bliźniaków.


The Slits. Kapela bardzo ciekawa, bo w właściwie w całości napędzana mocą jajników. Ich debiutancki album wydany w 1979 roku do dziś niszczy świeżością. Każda hipsterska impreza musi w sobie zawierać sporą dawkę muzyki The Slits. No i pyszna okładka z cyckami.

Poly Styrene z X-Ray Spex. Dawno temu na tym blogu napisałem, że X-Ray Spex byli jak meteor, który przeleciał nad punkowym niebem Zjednoczonego Królestwa. Meteor, choć sam w sobie jest zjawiskiem chwilowym, zawsze ciągnie za sobą ogon mogący unosić się na niebie długo po zaniku ciała, które doprowadziło do jego powstania. Nie dodałem, że sercem tego meteoru była Poly Styrene.

Alice Coltrane. To nie są twarde rockowe realia, ale kto wie, czy te jazzowe nie są twardsze. W każdym razie zastąpić kogoś takiego jak Mc Coy Tyner to nie lada wyzwanie. A zastąpić i wygrać? No właśnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz