piątek, 20 marca 2015

92. Basik: Śmierć w bikini

“Uwielbiam kobiety. Mam ich wszystkie albumy” – Hank Moody

Silnych postaci kobiecych w muzyce nie brakuje. Nie chodzi tu o darcie mordy, ale o inspirujący charakter, wyraźny przekaz, przełamywanie granic, szaloną ekspresję i artystyczną niezależność. Jak zwykle starałem się znaleźć mniej znane lub zapomniane nazwiska. O Patti, PJ czy Kim przeczytacie pewnie gdzieś u kolegów redaktorów.


1. Pamela Des Barres (The G.T.O.'s)

Pamela mieszkała w piwnicy Franka Zappy i była opiekunką jego dzieci. Z zamiłowania była groupie. Albumem G.T.O.'s „Permanent Damage” wraz z koleżankami „po fachu” udowodniła, że groupies nie powinny brać się za instrumenty (muzyczne oczywiście). Po latach napisała wspomnienia pod wiele mówiącym tytułem "I'm with the band".

2. Ruth Underwood (Mothers Of Invention, Zappa)

Chyba jedyna kobieta, która potrafiła stać tak długo przy boku Franka Zappy (obok żony Gail). I tylko ona ma tak opanowane dwie pałki w jednej łapie. Gdybym był marimbą to kochałbym ją.
Choć znana bardziej z rzeczy lajtowych - singla "Woman" czy "7 seconds", po Donie Cherry przejęła bardziej szalony charakter. Zaczynała od brytyjskiej mutacji no-wave Rip Rig+ Panic, współpracowała z post-punkówami z The Slits a w 2012 nagrała freejazzowy tribute z muzyką ojczyma.

4. Sandy Denny (Fairport Convention, Fotheringay)

Brytyjski folk-rock to nie zabawa dla dziewczynek. Alkohol, kokaina, wypadki samochodowe, porzucenie dziecka. Denny była na kursie kolizyjnym z rzeczywistością co czuć w tej smutnej barwie głosu.

5. Deborah Iyall (Romeo Void)

Pewne – łagodnie ujmując – „niedostatki" urody przezwyciężała siłą charakteru, talentem do pisania chwytliwych melodii i świetnym głosem. Popularności takiej jak jej imienniczka z Blondie – nawet w połowie – nigdy nie osiągnęła.

6. Queen Latifah

„Who you calling a bitch?” Pierwsza “femcee” hip-hopu w swoich tekstach uświadamiała społecznie i walczyła o szacunek dla kobiet. Wikipedia wspomina o tym, że zmniejszyła sobie piersi do rozmiaru DD, prawdopodobnie jest to bardzo ważna informacja.

7. Siouxie Sioux (Siouxie and the Banshees) 

Na spółkę z Lydią Lunch i troszkę z Patricią Morrison odpowiedzialne są za mroczny i wampiryczny image kobiety-dominatrix w muzyce rockowej. Wówczas jeszcze nie było to złe, jak powielane lata później - ale już bez treści - skórzane gorsety i czarne paznokietki. To był autentyzm!
8. Mariska Veres (Shocking Blue)

Najlepszy towar eksportowy Holandii poza Pestilence i tulipanami. Gdy przystępowała do zespołu ustawiła kolegów z miejsca mówiąc, że: „nic z ‘tego’ nie będzie”. Musieli być choć trochę smutni bo przecież płuca miała jak dzwon.

9. Tina Weymouth (Talking Heads, Tom Tom Club)

Pół-kobieta, pół-basistka. To spod tych delikatnych dłoni wypływa charyzmatyczny puls kawałków Talking Heads. Świetna instrumentalistka, która również doskonale tańczy.


I jeszcze nominacja specjalna nr 10: Mina Keith Caputo. Niegdyś mój ulubiony wokalista, na tą listę zakwalifikował się ponieważ w 2011 r. stał się prawdziwą „kobietą z jajami”. Głos dalej ten sam, piosenki niestety straciły ikrę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza