wtorek, 18 lutego 2014

70. Pippin: Brygada Kryzys, Live in Remont 13 grudnia 93


Ocena: * * * 1/2

Że Robert Brylewski wielką postacią jest – już pisaliśmy. Że Brygada Kryzys wielkim zespołem jest – też chyba nie ma potrzeby nikogo przekonywać. I to zarówno Brygada pierwsza, ta spod znaku czarnej płyty, jak i ta druga, od rozbuchanego „Cosmopolis”. Pozostańmy przy tym uproszczeniu, że Brygady były dwie, nie roztrząsajmy już dłuższych czy krótszych koncertowych reaktywacji, które nagrań po sobie nie pozostawiły.
O wyjątkowości Brygady pisało wielu, mądrzejszych i lepiej (bo również od środka) znających temat ode mnie. Punk, nowa fala, reggae, talent Lipińskiego do pisania chwytliwych melodii i nieustające eksperymentalne odloty Bryla plus jego nieprzeciętne umiejętności jako gitarzysty – wszystko to w niesamowity sposób stopiło się w jedno. I być może chłopaki mogli nagrać dużo więcej, a być może zrobili wszystko co mogli – nie wiemy. Zostały nam dwie płyty studyjne i jedna koncertowa. Aha, i jeszcze coś. Live in Remont 93.
Ten zapomniany koncert wydano w roku Igrzysk Olimpijskich w Atlancie na kasecie i nigdy go nijak nie wznowiono. Występ pochodzi z odbywającej się wówczas przez kilka lat corocznej imprezy o wdzięcznej nazwie Stanik, którą to nazwę tłumaczy jasno fakt, iż koncerty nieodmiennie miały miejsce trzynastego grudnia. Materiał trwa raptem 37 minut, co sugeruje, iż jest tylko wycinkiem – czy ktoś nagrał resztę? Tak czy owak, wkraczamy oto na stary, znajomy, grząski grunt pod tytułem: Po co komu płyty koncertowe?
Bo czy „Remont” jest dobrym koncertem? Pewnie. A czy wnosi cokolwiek nowego do wizerunku Brygady Kryzys? Ano niespecjalnie. Jasne, czuć ducha, czuć moc, czuć radość, czuć chęć zabawy muzyką, czuć swobodne podejście do utworów – „Ganja” zyskała psychodeliczny wstęp, „Nie ma nic” zmieniło się nam w reggae, a w „Subway Train” dostaliśmy sporo dodatkowych efektów gitarowych. Ale, odkładając na bok wszystkie te gadki o legendzie grupy, o obcowaniu z kultem itp., nie znajduję tu niczego, co wyniosłoby ocenę płyty ponad słowa „fajny koncert” i co stanowiłoby jakąś szczególną wartość dodaną do Czarnej i „Cosmopolis”. Nie zrozumcie mnie źle, słucha się tego znakomicie. Gdzieś tam miga żal, że może i ten zespół wykorzystał swój potencjał w niewielkim tylko ułamku, niemniej dłuższe obcowanie z „Remontem” to dla mnie zabawa spod znaku jarania się tym, że oto perkusista zagrał dwa takty więcej, a gitarzysta solówkę o pół tonu niżej, niż w wersji studyjnej.
Co nie zmienia faktu, że gdyby ktoś kiedyś wydał toto na kompakcie, to naturalnie zaraz staję w kolejce. 

Kwestionariusz: 
1. Najlepszy moment:  Czy pamięta ktoś Mieszka VII? 
2. Najgorszy moment: Zakradł się jakiś dywersant i uszkodził kaczkę. 
3. Analogia z innymi elementami kultury:  Hmmm, film Cronenberga? 
4. Skojarzenia muzyczne: Jak pisałem – punk, reggae i nowa fala w jednym. 
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Podróż sentymentalna. 
6. Ciekawostka: Ponoć Tomek Lipiński nie pamięta o istnieniu tej kasety. 
7. Na dokładkę okładka: Jak to często u Bryla – przaśne rękodzieło.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza