wtorek, 21 sierpnia 2012

32. pilot kameleon: Sausage, Riddles Are Abound Tonight


Ocena: ***3/4

Proszę sobie wyobrazić. Druga połowa lat osiemdziesiątych. Wtedy się działy takie historie. W Stanach Zjednoczonych alternatywa szykuje się do natarcia. Wśród formacji, które namieszają w następnej dekadzie jest powstały w 1984 roku Primus. Początkowo występują pod nazwą Primate. Jego pierwszy skład stanowili Les Claypool, Todd Huth i Tim Wright. Ten ostatni w 1988 roku zostaje zmieniony przez Jay Lane’a. Zespół nagrywa demo zatytułowane „Sausage”, a chwilę później odchodzą Lane i Huth. Claypool zostaje sam. Zatrudnia Tima Alexandra i Larry’ego La Londe. Tak skrystalizował się klasyczny skład Primusa.
Proszę sobie wyobrazić. Pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych, okolice roku 1993 czy 1994. Primus w glorii nagrywa kolejne świetnie przyjmowane płyty, a jego lider postanawia zrobić skok w bok i zaprasza dawnych kolegów do nagrania płyty. Kiełbasa wróciła. Czas miał pokazać, że tylko na chwilę, ale to wystarczyło by zorganizować sesję, nakręcić wideo i zagrać niewielką trasę u boku Helmeta i Rollins Band.
Po tym przydługim wstępie skupmy się na muzyce. Pierwsze i podstawowe pytanie nasuwa się samo. Czym Sausage różni się od Primusa? Otóż na pierwszy rzut ucha można powiedzieć, że obie formacje są bliźniaczo podobne. Świetne, szaleńczo odlotowe granie oparte w dużej mierze na wyeksponowanych partiach basu oraz dziwnym wokalu. Zerknijmy jednak na partie gitary. „Riddles Are Abound Tonight” charakteryzuje się większą naturalnością brzmienia. Todd Huth, w przeciwieństwie do Larry’ego „You Bastard” La Londe'a właściwie nie posiłkuje się urządzeniami modulującymi dźwięk. Również swobodniejsze partie muzyków są odmienne. La Londe wykręca cuda brzmieniowe, a Huth bazuje wyłącznie na palcach, gitarze i wzmacniaczu. W Sausage nie ma też wycieczek ewidentnie metalowych, co w Primusie raz na jakiś czas ma miejsce. Pozostałość po Possesed? Raczej odmienny sposób myślenia muzyków. La Londe jest niezwykle precyzyjny. Huth również, ale w swojej grze wydaje się być nieco bardziej naturalny, daje sobie większą swobodę. Więcej w tym bluesowego feellingu. A co z perkusją? Tutaj jest podobnie jak w wypadku wioślarzy. Poboczny projekt był nagrywany raczej na większym luzie, bez jakiejkolwiek spiny. I o ile Tim „Herb" Alexander wydaje się wirtuozem żołnierskiej dyscypliny, o tyle Jay Lane poruszając się na tym samym terenie jest znacznie bardziej wyluzowany. Primus zawsze serwuje słuchaczowi „mielonkę” basu i perkusji. Tam niezwykle gęste partie wypełniają całą przestrzeń. W Sausage Lane jest bardziej wyważony, serwuje znacznie mniej uderzeń, co sprawia, że nagrania mają więcej oddechu. Perkusista pozwala innym elementom współtworzyć tło. Utwory Sausage mają przez to swobodniejszy, nieco bardziej otwarty charakter. Teraz pora na element wspólny dla obu kapel. Les Claypool. Jako basista w Sausage mniej kręci. To znaczy kręci, bo jego gra jest oczywiście natychmiast rozpoznawalna, tak samo intensywna. Nie ma w tym projekcie chociażby wszechobecnych modulacji dźwięku, nie wyłapałem też elektrycznego kontrabasu, który w Primusie pojawia się regularnie. Pamiętacie „Mr Krinkle”? Banjo? Uff… Też nie ma. A wokal? Różnic nie wyłapuję. Kreskówka i nosówka w jednym.
Jak już wspomniałem materiał z „Riddles Are Abound Tonight” jednak bliski jest primusowego szaleństwa. Pomimo tego wydaje się nieco bardziej poważny, a naturalne brzmienie nadaje tej muzyce nieco inny ton. Również pod względem produkcji można wyłapać spore różnice. Primus błyszczy, Sausage wydaje się bardziej matowy. Dynamika kontra niewielkie wycofanie. Proszę sobie wyobrazić jeszcze jedno. Moje rozważania balansują tu na cienkiej linii spekulacji podobnej do analizy różnic pomiędzy ciastem drożdżowym mojej mamy a ciastem drożdżowym Twojej rodzicielki. Wiadomo, że składniki w obu wypadkach są właściwie takie same (mowa tu przede wszystkim o składniku fundamentalnym), to jednak efekt finalny jest w każdym wypadku nieco inny. Inne ręce, inne naczynia, inny piec, choć kierownik piekarni ten sam (tak, tak, ani Twoja mam ani moja nie pracuje w piekarni, a jeśli nawet, to nie ugniata się tam ciasta rękami). I tak to Primus różni się od Sausage. Świetna płyta, bonusowe uzupełnienie dyskografii oraz jednocześnie równoprawny materiał, który można postawić obok płyty „Pork Soda”. A Ty bardziej lubisz kiełbasę czy oranżadę ze świni?

Kwestionariusz:
1. Najlepszy moment: Cena płyty: 1$. Dziękuję.
2. Najgorszy moment: Nigdy nie padłem na kolana przed primusowym „Brown Albumem”. Kilka osób zawsze daje mi do zrozumienia, że jestem frajerem. Bujajcie się!
3. Analogia z innymi elementami kultury. Wyroby z wieprzowiny.
4. Skojarzenia muzyczne: Primus <----> Sausage.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Lubię przy muzyce Lesa Claypoola sprzątać.
6. Ciekawostka. Obecnie Jay Lane jest znów muzykiem Primusa. Nagrał z tym zespołem świetny album „Green Naugahyde”.
7. Na dokładkę okładka. Czuć tu plastelinowego ducha primusowych okładek, ale chyba bliżej stąd do animacji z Monthy Pythona (Terry Gillian, of corpse!). A w lewym górnym rogu unosi się duch „Kompozycji VIII” Wassyly Kandinsky’ego.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza