niedziela, 21 czerwca 2015

95. Basix: Nobody sings Dylan like Dylan

Na pierwszy dzień lata - temat lekki i przyjemny. Buty "Abidas"? Telewizor "Sunny"? Zegarek "Relax"? Magnetowid "Panascanic"? Piwo "Grosz"? Cukier wanilinowy* ? Czy podróbki mogą być lepsze niż oryginał? Zaraz zobaczymy.


1a. The Residents – Satisfaction  (“Satisfaction / Loser≅Weed”, 1976, oryg. The Rolling Stones)
1b. The Residents – Beyond the Valley of a Day in the Life (“The Beatles Play The Residents and The Residents Play The Beatles”, 1977, oryg. The Beatles)

“The Rolling Stones czy The Beatles?”. Odwieczny filozoficzny spór wydaje się nie mieć końca a rozwiązanie jest przecież tak proste: The Residents!


2. The Slits – I Heard It Through The Grapevine  (z “Typical Girls / I Heard It Through the Grapevine”, 1979, oryg. Marvin Gaye)

Nie to, że mam coś do Marvina. Marvin jest super. Jednak to dubowe skurwysyństwo wygrywa tłustością i luzackim wykonaniem. Amatorka i geniusz w pigułce.


3. Grace Jones – Private Life  (z “Warm Leatherette”, 1980, oryg. The Pretenders)

Warm Leatherette czy Private Life? Niech będzie drugi. Wersja prawie identyczna jak Pretendersów a jednak bardziej wyrazista. O co chodzi?


4. Bauhaus – Third Uncle  (z “The Sky’s Gone Out”, 1982,oryg. Brian Eno)

O tym jak Brian Eno stworzył podwaliny pod kilka głównych nurtów muzycznych, o tym jak stał się sonicznym (nomen omen) wujkiem dla wielu wpływowych kapel możnaby pisać księgozbiory. Wersja „Third Uncle” Bauhausu być może nie jest lepsza, ale dobija do oryginału a to prawie jakby przeskoczyła go.


5. Head Of David – Rocket USA (z „LP”, 1986, oryg. Suicide)

Wersja HoD jest równie natrętna co oryginał ale w przeciwieństwie do lekkiego narkotycznego transu jest zalana towotem i śmierdzi.


6. Nirvana - Love Buzz (z „Bleach”, 1989, oryg. Shocking Blue)

Niegdyś był to mój ulubiony numer Nirvany. Ignorancja jest w pytę. Tak czy inaczej noiserockowa wersja „Love Buzz” gniecie buły a przecież wydawałoby się, że Mariska Veres powinna robić to lepiej niż Cobain.


7. Type O Negative – Summer Breeze (z “Bloody Kisses”, 1993, oryg. Seals & Crofts)

Miał być „Cinnamon Girl” Younga bo dam się pokroić zarówno za TON jak i za Neila, ale nie mogłem zdecydować, który wykon rządzi. Jeśli chodzi o „Summer Breeze” nikt chyba nie ma wątpliwości, która wersja jest lepszym plażowym hitem. Stay Negative !


8. Revolting Cocks – Do Ya Think I’m Sexy  (z “Linger Ficken' Good”, 1993, oryg. Rod Stewart)

Obleśny band, obleśny kower, obleśny teledysk (wspaniały). Nigdy nie obejrzałem do końca, ale na pewno dalej niż oryginał. Ciekawostka: Rod to po angielsku również „pręt”. Who’s your favourite cock? 


9. Fu Manchu – Freedom Of Choice (z „King of the Road”, 2000, oryg. Devo)

W końcu znalazłem okazję do wrzucenia na blog 67 mil czegokolwiek Fu Manchu! I to w kontekście równie zajebistego Devo. Zajebistość szejset. Plus za bardzo GRUBE gitary. 


10. Eagles of Death Metal – Stuck in the Metal (z “Peace Love Death Metal”, 2004 ,oryg. Stealers Wheel)

To jest tak dobre, że można powiedzieć, że jest to wersja „na metal”. Oryginału nie lubię, za mało fajansiarski. Przy okazji jeden z najlepszych perkusyjnych „intro” w historii muzyki (może by zrobić listę?). 


(*) jak uświadomiła mnie A. nie ma proszku waniliowego. Przestał być elementem składowym obecnego wszechświata.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza