sobota, 16 kwietnia 2011

01. Basik: Budka Suflera, Cień wielkiej góry













Ocena: * * * 1/4

Znając ich współczesne radiowe przeboje (choć w sumie od dawna sukcesów kasowych brak) można zdecydowanie doznać wstrząsu po pierwszym odsłuchu. Budka Suflera gra tu coś z pogranicza hard i prog rocka! To nie są jaja. Zarówno pod względem warsztatowym jak i kompozycyjnym jest to naprawdę poziom światowy. Dla przykładu weźcie sobie taki zeppelinowy riff otwierający „Samotnego nocą” osadzony na grającej potężnym groove sekcji rytmicznej. Albo 20-minutowy wieńczący płytę (w podstawowym wydaniu) „Szalony Koń”. Wielowątkowy, pełny świetnych melodii, tańczącego mooga a także ciężkich riffów wyjętych z brytyjskiej szkoły hard rocka lat 70tych. Epickość bez taniego patosu i przynudzania - uczcie się neoprogrockowcy. Niezłym zaskoczeniem jest „Lubię ten stary obraz”, gdzie początkowa linia wokalna przyjemnie nawiązuje do psychodelicznych przygód Beatlesów. „Jest taki samotny dom” – utwór, który zna nieświadomie prawie każdy – niesie w sobie dużo misterialnego ducha a jego druga część ze słodziutkim chórem Alibabek chwyta za serce nawet największego łajdaka. To znaczy chwytałaby gdyby… tak, tutaj następuje zwrot akcji. Biel zamienia się w czerń, mleko w węgiel. Głos Krzysztofa Cugowskiego – mimo, że dysponuje on na tej płycie świetnymi liniami melodycznymi (trochę w stylu Niemena) – jest nieprzyjemny. Toporny i wręcz chamski. Krzysztof ma też poważny problem z dynamiką swojego głosu i nawet ten przepiękny fragment z „Samotnego domu” śpiewa na pełnej k%#wie. Mnie to przeszkadza i dziwie się, że Alibabkom nie przeszkadzało, gdy taki „chop” wył im za uchem. Drażniące „momenty” wokalne na szczęście nie są w przewadze, ale i tak komfort rozkoszowania się tym albumem spada.
Mimo biednej produkcji oraz „starczo – góralskiego” głosu Krzysztofa, debiutu Budki Suflera słucha się całkiem przyjemnie. Głównie dzięki niebanalnym, ale chwytliwym kompozycjom i porywającemu wykonaniu (instrumentalistów).

1. Najlepszy moment: „Jest taki samotny dom” – mistrzowska konsekwencja w stopniowaniu nastroju oraz rozwijaniu melodii. No i piękny chór Alibabek (3:27).

2. Najgorszy moment: „Jest taki samotny dom” – brzydki Krzysztof Cugowski

3. Analogia z innymi elementami kultury: Wszechobecny „gotycki” romantyzm w tekstach np.:
„Za witraża dziwnym szkłem,
Pustych komnat chłód,
W szary pył rozbity czas,
Martwy, pusty dwór.”

4. Skojarzenia muzyczne: Wyraźne inspiracje brytyjskim hard i prog rockiem lat 70tych np.: King Crimson - „Jest taki samotny dom” (1:10), Genesis - „Szalony koń” (12:00), Budgie – „Szlony Koń” (0:31), Led Zeppelin – „Samotny Nocą” (początek).

5. Pasuje jako soundtrack do: Gdy pędzisz na rumaku żeby odbić swoją ukochaną, która została wysłana przez jej rodzinę do włoskiego klasztoru w Alpach po tym jak Inkwizycja wrobiła Cię w zabójstwo kardynała.

6. Ciekawostka: brak

7. Na dokładkę okładka: Szary kwadrat na białym tle z tytułem – finezja to nie jest.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza