wtorek, 13 grudnia 2011

16. Pippin: Czesław Niemen, Aerolit











Ocena: ***1/2

Twórczość Pana Czesława znam całkiem dobrze, ale tylko do 1971 roku. O okresie dalszym coś tam tylko mgliście słyszałem - że głównie elektronika, że dużo awangardy, a mało rocka i takie tam. Tym samym niespecjalnie zbliżałem się do tych rejonów, no ale nadeszła pora.
"Aerolit" ukazał się w 1975, po kilku albumach nagrywanych i wydawanych na Zachodzie. Przyniósł muzykę dość trudną i na pierwszy rzut ucha dokładnie odpowiadającą temu, co siedziało w mojej głowie pod hasłem "późne albumy Niemena". Pięć kompozycji do wierszy polskich poetów, z których tylko jedna trwa poniżej siedmiu minut. Owszem, jest gitara i perkusja, ale przede wszystkim jest moog, elektryczny fortepian czy inny klawinet. Znajdziemy również - fani wczesnego King Crimson, baczność! - melotron i saksofon altowy, na których pogrywa sobie sam Niemen. Skojarzenia z ekipą Frippa są tu całkiem do rzeczy, ale raczej w aspekcie ogólnej konstrukcji, komplikowania i swoistej wolności od schematów niż faktycznych podobieństw. Album, jak wspomniałem, zbudowany jest wokół brzmień elektronicznych, na szczęście nie brzmią one dziś staroświecko - owszem, brzmienie jest dość archaiczne, ale w szlachetnym rozumieniu archaiczności, a nie nudnej muzyki starych dziadów. Gitary są tu mniej istotnym tłem, czy mamy do czynienia z zapętlonym uporczywym "riffem" (ależ ulegam terminologii muzyki gitarowej), czy dłuższymi improwizacjami - nieodmiennie wszystko podporządkowane jest elektronice. Za to kolega perkusista naprawdę dzielnie dotrzymuje jej kroku. Osobna wzmianka należy się wokalom - w końcu mówimy o Niemenie! Pan Czesław nierzadko traktował swój głos jako osobny instrument. No i właśnie... Fanem elektroniki nie jestem, ale gdybym dostał ciekawe melodie, imponujące partie wokalne - pewnie oceniłbym płytę wyżej. Tymczasem nasz mistrz niestety przegiął. Szarżuje za bardzo, wpada w irytującą manierę, jęczy, nie proponuje melodii, które tak zachwycały na "Enigmatic" czy Czerwonym Albumie. Szczytem tego jest nieznośny "Pielgrzym", który muzycznie jest najciekawszy na albumie, a przy mniej wydumanych wokalach byłby kolejnym Niemenowym arcydziełem. Cóż, awangarda przerosła mnie po raz kolejny.

Kwestionariusz:

1. Najlepszy moment: Początek. Główny klawiszowy motyw „Czterech ścian świata”.
2. Najgorszy moment: Jak wspomniałem – zaśpiewy w „Pielgrzymie”.
3. Analogia z innymi elementami kultury: Wiadomo. Pochód polskich poetów z Norwidem na przedzie.
4. Skojarzenia muzyczne: King Crimson na moogu.
5. Pasuje jako ścieżka dźwiękowa do: Wędrówka śladami Norwida po oblewanym deszczem Paryżu.
6. Ciekawostka: Sam Pan Czesław nie przepadał za tą płytą. Uważał, że nie oddawała ona tego, co ówczesny skład prezentował na koncertach.
7. Na dokładkę okładka: Maska nadaje płycie teatralny posmak. Niemen sporo bawił się muzyką do spektakli teatralnych, więc to pewnie nie przypadek.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza